Nie chodzi o Danie biednemu cząstki z tego, co nam zbywa, ale o zrobienie mu miejsca w naszym życiu. – Raul Follereau. Nie liczy się to ile posiadasz, ale ile dajesz innym i jak się z nimi dzielisz. Nie miej ręki wydłużonej do brania, a do dawania – skróconej. – Mądrość Syracha. Nie wierzę, aby post wystarczył sam w sobie. mgr Bogumiła Lipka-Bałazy Psychoterapeuta, absolwentka studiów magisterskich w Wyższej Szkole Filozoficzno–Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie w… » Pani Aneto! Z listu można wnioskować, że ma Pani potrzebę dokonywania zmian w swoim życiu – zaczyna Pani dokuczać samotność, dostrzega Pani popełnione błędy, chce Pani lepiej niż dotychczas zadbać o dzieci. Taka refleksja (choć z pewnością bolesna), może motywować do podejmowania działań zmierzających do poprawy sytuacji. Warto zastanowić się, jak to się stało, że Pani życie nie wygląda tak, jak by Pani tego chciała. Dookreślić, co wymaga zmiany i co może Pani zrobić, żeby te zmiany wprowadzić w życie. W liście prosi Pani o pomoc, jednak bazując na informacjach w nim zawartych, nie jest możliwe zdiagnozowanie problemu i zaproponowanie odpowiedniej formy pomocy. Aby profesjonalnie i skutecznie Pani pomóc, konieczna jest indywidualna rozmowa ze specjalistą, w której będzie można ustalić, jakiego rodzaju pomoc będzie najbardziej przydatna (np. czy będzie to kilka rozmów z psychologiem / terapeutą, czy też dłużej trwający proces psychoterapii). Jeżeli byłaby Pani zainteresowana wizytą w naszym Centrum, proszę o kontakt z Rejestracją celem znalezienia dogodnego dla Pani terminu. Serdecznie pozdrawiam, Bogumiła Lipka-Bałazy Stres powoduje, że ciało jest napięte. Warto więc zadbać o to, by w momencie, gdy go odczuwamy, zrelaksować się. Trzeba znaleźć na to swój sposób: zrobić sobie jakąś przyjemność, wziąć ciepłą kąpiel, zadbać o aktywność fizyczną. Przed snem warto się wyciszyć: iść na spacer, posłuchać ulubionej muzyki. 5 powodów przez które czujesz się niekochany Samotność, poczucie bezradności czy niekochania, to wszystko nowe choroby, które wyniszczają naszą psychikę i nas samych. Dlaczego czujemy ciągłą pustkę? Przyczyn może być kilka, bez względu na to, która występuje u nas, warto skontaktować się z psychologiem, który pomoże nam się rozeznać w naszych problemach. A dzięki tej liście zrozumiesz lepiej, dlaczego tak naprawdę możesz czuć się niekochanym. „Najstraszniejsza bieda to samotność i poczucie bycia niekochanym”. – Matka Teresa #01 Brakuje Ci kontaktów z ludźmi Samotność wynika przede wszystkim z poczucia braku kogoś życzliwego obok nas. Kontakty z ludźmi pozwalają nam rozwijać się społecznie. Człowiek jest „zwierzęciem stadnym”. Bycie częścią grupy daje nam poczucie posiadania oparcia, a także ułatwia nam codzienne funkcjonowanie. Poczucie odrzucenia przez ludzi może przyczynić się powstania różnych zaburzeń i chorób psychicznych, w tym coraz groźniejszej dla nas depresji. A także do narastania w nas poczucia beznadziejności, która zabija naszą pewność siebie. #02 Twoi rodzice zaniedbywali Cię w dzieciństwie Wiele osób, które były zaniedbywane w dzieciństwie, nie wiedzą, czym jest miłość i co to znaczy być kochanym. Przez to, że ktoś nie okazał im tych uczuć w młodości, przenoszą to na swoje dorosłe życie. Często osoby z takich rodzin nie potrafią nawiązać zdrowych relacji romantycznych czy po prostu przyjacielskich. Oczywiście nie oznacza to, że winę za wszystkie nieprzyjemne sytuacje, które Cię spotykają, ponoszą twoi rodzice. Warto jednak zastanowić się, czy relacje i sytuacje z nimi związane nie wpłynęły na nas w tak dużym stopniu, że aż nie pozwalają nam czuć się kochanymi. #03 Masz niskie poczucie własnej wartości Z niskim poczuciem własnej wartości wiąże się wiele problemów. Między innymi lęki społeczne, które potrafią sparaliżować nas całkowicie. Łączy się ono też z poczuciem bycia niekochanym. Często osoby, które w siebie nie wierzą, nie są w stanie zaakceptować swoich sukcesów, także w życiu towarzyskim. Wszędzie doszukują się podstępu i złych intencji. Sami przed sobą umniejszają wagę komplementów, które ktoś im daje. W ten sposób ograniczamy swoje możliwości dostrzegania, czy ktoś nas naprawdę kocha. Dodatkowo czasem nie dopuszczamy do swojego życia wartościowych ludzi, bo nie wierzymy, że mogliby chcieć być naszymi bliskimi. Sprawdź: Samoocena – jak spojrzeć na siebie w pozytywny sposób? #04 Masz traumy, z którymi sam sobie nie radzisz Traumy to nieoczywisty powód, ale bardzo realny. Oczywiście nie chodzi o wszystkie traumy, ale są przeżycia, które blokują w nas zaufanie czy właśnie możliwość poczucia, że komuś na nas zależy. Wspomagają też rozwijanie się stanu beznadziei. Trauma to już naprawdę poważna sprawa. Jeśli zmagasz się z jedną lub kilkoma, a nie jesteś jeszcze pod opieką psychologa, koniecznie się z nim skontaktuj i poproś przynajmniej o radę. Traumy rzutują również na wiele innych sfer naszego życia. Często mogą mocno je utrudniać, a nie ma przecież żadnego powodu, żebyś się z nimi męczył. Sprawdź: Jak nie bać się życia? 10 sposobów jak poradzić sobie z niepokojem i lękiem #05 Ta jedna osoba, na której Ci zależy, jest dla Ciebie niedostępna To najoczywistszy powód, przez który możesz czuć się niekochanym. Jeśli jest ktoś, na kogo uczuciu zależy Ci ogromnie, ale mimo to nie jesteś w stanie z tym kimś być, to prawdopodobnie nic innego Cię nie ucieszy ani nie zadowoli. W ten sposób każda inna, życzliwa Ci osoba będzie dla Ciebie nieistotna. Jeśli naprawdę kogoś kochasz, ale ta druga osoba dała Ci wyraźnie do zrozumienia, że nie masz co marzyć o wspólnej przyszłości, nie będziesz widział innych ludzi wokół siebie. A już na pewno nie będziesz dostrzegał szczęścia, które starają Ci się przekazać i miłości, którą do Ciebie wysyłają. Uwagi końcowe Jeśli czujesz się niekochany, zastanów się co może być tego przyczyną. Być może będzie to jeden z pięciu powyższych powodów. Dochodząc do źródła problemu można go skutecznie rozwiązać. Jeżeli czujesz, że samemu nie jesteś w stanie sobie poradzić, nie bój się prosić o pomoc. Pamiętaj, że miłość do innych zaczyna się od szacunki i miłości do siebie. Relacja, w jakiej pozostajesz ze sobą, jest najważniejszą relacją w Twoim życiu. W środku wszystkiego, co składa się na Twoje życie – rodzina, przyjaciele, związki miłosne, praca -jesteś Ty. Pielęgnuj więc szacunek i miłość do samego siebie codziennie. Zadbaj wpierw o siebie, o swoje zdrowie, samopoczucie i dobrostan. Traktuj swoje „Ja” ciepło, serdecznie i z szacunkiem, jak naprawdę cenną, godną miłości istotę. Dopiero gdy nauczysz się dbałości o siebie, nabierzesz umiejętności koncentrowania takiej samej uwagi na innych. Gdy umiesz doceniać wagę własnych myśli i uczuć, potrafisz również lepiej rozumieć drugą osobę. Twój stosunek do siebie jest wzorcem, zgodnie z którym formować się będą wszystkie inne relacje. Głębia i jakość więzi między tobą i twoim wewnętrznym „Ja” ostatecznie stanowi o sukcesie w związku z inną osobą. Miłość do siebie jest niezbędnym warunkiem wstępnym stworzenia autentycznego i udanego związku z drugim człowiekiem. „Nie można pokochać nikogo, dopóki nie pokocha się samego siebie”. – William Wharton Sprawdź też: Kochać i być kochanym. 10 zasad miłości i budowania trwałych związków A nie lepiej wybrac sie za mąz i nie zawracac sobie głowki studiami. Masz miłosc swego życia a obraz siebie przedstawiasz jako płaczliwej i zalęknionej, nie dającej sobie rady panny.Miłosc Cie nie uskrzydla, nie dodaje energii tylko jeszcze bardziej męczy. Po zamązpójsciu ocenisz, czy nie wziąc jakies lajtowej socjologii, politologii.
Oj, biedactwo ty moje! Pogłaskałabym cię po główce i przytuliła, bo życie jest takie paskudne i nic się w nim nie dzieje! Wokół tylko szare budynki, ci sami nudni ludzie i wkurzający szef. Nikt nie zasłużył na tak miałkie życie. To absolutnie nie jest twoja wina, przecież jesteś ciekawą, inteligentną osobą, to ze światem jest coś nie tak! Gówno prawda. To jest twoja wina, pieprzony malkontencie. Weź się w garść, dobra? Już ja cię nauczę! To może najpierw o mnie, bo to mój tekst czytasz i to najwyraźniej w jakimś celu. W przyszłym tygodniu skończę dwadzieścia sześć lat. W ubiegłym miesiącu zrezygnowałam z pracy na etacie. Nie mam żadnych oszczędności. Państwo oferuje mi na szczęście ubezpieczenie jako osobie bezrobotnej oraz dotacje na założenie działalności gospodarczej. Mam głowę na karku, w 90% wypełnioną pomysłami, a w 10% obawami. W sercu marsza gra mi wolność, ale w weekend i tak rzucam wszystko i jadę w Bieszczady, w maju prawdopodobnie wybieram się do Warszawy, w lipcu jadę na 10 dni na Mazury oraz najprawdopodobniej w Tatry, w sierpniu – Sopot, we wrześniu – Londyn?, a w listopadzie powinnam wylądować na co najmniej 4 dni w Krakowie. Nie jeździłam tyle nawet pracując w wydawnictwie podróżniczym. Facebook pokazuje mi, że od stycznia poznałam siedemdziesiąt nowych osób, tyle samo polubiło mój blog na przełomie marca i kwietnia. Nie jestem przemęczona, wysypiam się wreszcie solidnie, nie chcę za bardzo narzekać, a gdybym już chciała, to nie mam na co. W tym momencie naprawdę wiem, że ze wszystkim sobie poradzę, nie od razu, powolutku, ale z uśmiechem na twarzy. Myślicie, że jestem szalona? Myślicie, że mnie obchodzi to, co myślicie? Brutalna prawda o byciu szczęśliwym jest taka, że nasz komfort uzależniamy bardzo często od oczekiwań ludzi, którzy nas otaczają. Chcemy, by dobrze o nas myśleli, więc marnujemy nasz własny czas (najcenniejszy surowiec w tym uniwersum, kochani!), by spełnić ich wymagania. Pragniemy być przez nich lubiani, akceptowani, bo jeśli nie, to kto nam pomoże? Kto nas wesprze w trudnej sytuacji? Wyobraźcie sobie, ze nawet, jeśli przez całe życie będziemy komuś pomagać i latać wokół niego z wywieszonym jęzorem, będąc na każde skinienie, ta osoba i tak może nas zawieźć, gdy my będziemy jej potrzebowali. A co z tego, jeśli inni powiedzą, że jesteśmy egoistycznymi borsukami albo niewdzięcznymi kapibarami? Może jesteśmy, i co? Jeśli nie ty zadbasz o siebie, to nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Ale jeśli ty nie zatroszczysz się o swój własny czas i swoje własne priorytety, zrobi to kto inny. Dostosowując je pod siebie. Bo jeśli po ośmiu godzinach pracy przychodzisz do domu i snujesz się z kąta w kąt, ktoś z rodziny na przykład nie będzie miał skrupułów, żeby wetknąć ci dziecko do opieki, choć nie masz na to najmniejszej ochoty. Jeśli nie masz odwagi powiedzieć szefowi w pracy, że nie chcesz wypełniać nowych obowiązków, to będziesz je wypełniać. A gdy ktoś cię irytuje swoją paplaniną, a ty nie powiesz mu, żeby zamknął twarz, bo boisz się, że ta osoba się obrazi (sic!), to dalej czeka cię wysłuchiwanie głupot. Czy już wiesz, dlaczego w Twoim życiu nic się nie dzieje? Dalej uważasz, że to nie jest Twoja wina? Okej, to teraz ja posłucham Twoich wymówek. Nie mam kasy Brakuje mi pieniędzy, żeby gdzieś pojechać. (Ale żeby sobie pójść codziennie na obiad za pięćdziesiąt złotych to spoko). To była moja wymówka praktycznie od urodzenia do zeszłego roku, przez ćwierć wieku, dacie wiarę? Człowiek strasznie wolno uczy się nowych rzeczy. Zdobywanie kasy samej w sobie jest genialną przygodą, obfitującą w całkiem sporo emocji. Ostatnie lata mojej kariery zawodowej uświadomiły mi, że kasy się nie zarabia, tylko kasę się organizuje. Do tego dochodzi kwestia priorytetów i chęci, ale jeśli zaplanujesz sobie wyjazd na lipiec, to od stycznia jesteś w stanie po prostu odłożyć te pieniądze – to najprostsza droga. Czasami okazuje się, że na wyjazd na drugi koniec Polski na długi weekend wystarczy Ci 300 zł! To naprawdę tak dużo? Nie mam czasu A prowadzisz kalendarz? Bo właściwa odpowiedź brzmi: mam czas, co prawda dopiero za dwa miesiące, ale wtedy akurat widzę puste rubryczki w moim organizerze. Jeśli nie potrafisz ogarnąć swojego kalendarza Google albo papierowego harmonogramu, to jest coś z Tobą faktycznie nie tak. Nie masz pojęcia, ile czasu przepierdalasz, więc może najpierw to sprawdź, potem zaplanuj kilkanaście minut na dziwienie się i mówienie wszystkim dookoła, jakie życie jest jednak proste i fajne, jak się człowiek zorganizuje, a potem zacznij korzystać z planowania! Przejrzyj sobie ten rok, wyznacz czas na urlop, poszukaj dłuższych weekendów i imprez, które się wówczas odbywają, po czym jedź na te najbardziej interesujące! A za dnia – naprawdę nie znajdziesz dwóch, trzech godzinek raz w tygodniu na robienie czegoś nowego po pracy? Może sport, kurs gotowania, pisanie książki albo bloga, cokolwiek poza gapieniem się w telefon…? Nie mam z kim Pewnie dlatego, że jesteś za fajna. Zarabiasz tyle i tyle, nie będziesz zadawać się z kimś, kto zarabia mniej. A może masz doktorat z tego i z tego, więc osoby z wykształceniem średnim z góry traktujesz jako opóźnione intelektualnie. Z tamtą laską też się nie będziesz przyjaźnić, bo ma kolczyk w złym miejscu i nazywa ludzi chorymi pojebami, a to przecież takie bez klasy czy taktu. Poza tym w twoim wieku to większość już jest ohajtanych i dzieciatych, więc naprawdę trudno o nowych znajomych z podobnego rocznika. Hm, a może skumpluj się z kimś 10, 20 lat starszym albo młodszym od siebie? Odrzuć swoją dumę i uprzedzenia, ludzie są ciekawi niezależnie od tego, czy ich zainteresowania, religia albo statut społeczny pokrywają się z Twoim. Często wręcz przeciwnie. Zanim kogoś ocenisz i zdyskwalifikujesz, spróbuj go poznać. Mieszkasz w małej miejscowości? Spróbuj Internetu. Nikt nie chce Cię zaprosić na piwo w dużej miejscowości? Sama kogoś zaproś, jak nie na piwo, to na planszówki. Nie czekaj, aż ktoś przejmie inicjatywę, sama inicjuj! Wyjdź człowiekowi naprzeciw z uśmiechem na twarzy, bo wszyscy mamy takie same potrzeby. Chcemy mieć z kim porozmawiać, obejrzeć serial, zjeść popcorn, pogadać o codzienności, bez względu na to, ile mamy lat! A już ostatecznie: czy naprawdę potrzebujesz człowieka do wszystkiego? Nie możesz mieć jakiegoś zajęcia, którego podejmiesz się samodzielnie? Samotne wyprawy przecież też są cudowne! Oto moje wiosenne przesłanie. (Zimą pewnie bym powiedziała, że życie jest do dupy i nie warto się starać o cokolwiek, i tak wszyscy umrzemy). No ale wiecie, ile razy można komuś powtarzać, żeby się ogarnął, skoro można napisać to raz i potem tylko wysyłać mu linka? Trochę mi głupio, że zrzuciłam na Was tekst na grubo ponad tysiąc dwieście słów, ale jeśli obrana tutaj filozofia do Was w miarę przemawia, to polecam jako lekturę dopełniającą książkę Rafaela Santandreu Być szczęśliwym na Alasce. Uwaga: wewnątrz nie ma ani jednego słowa o Alasce. Za to sporo o byciu szczęśliwym albo przynajmniej o skończeniu ze szkodliwym, malkontenckim pierdoleniem. Na koniec jeszcze jedna myśl do rozważenia, a propos zastanawiania się, dlaczego w Twoim życiu nic się nie dzieje. Może nie jesteś w istocie typem, który lubi przygody, nowych ludzi, ciekawe doznania…? Może pasuje ci bura codzienność, ludzie, których spotykasz codziennie, nie potrzebujesz wcale nowości. Netflix, piwko i kanapa w domu też ma swój urok, zawsze można popisać z jakimś starym znajomym na fejsie… Ja nie mówię, że to jest złe, rozumiemy się? I nie chcę, żebyś to rzucił, jeśli taki tryb życia ci odpowiada. Ale zrozum to, zaakceptuj i przestań gadać na około, że tak ci źle i niewygodnie, i przykro, i ciągle coś nie tak, bo… to twój wybór. Stałość, pewna doza rutyny, zaufane grono znajomych – w tym nie ma nic złego, a jeśli ktoś z tego powodu ci ciśnie, więc udajesz, że ci to nie pasuje, skończ z tym. Po prostu bądź ze sobą szczery. Ale wyjdź z chałupy od czasu do czasu, bo słońce pięknie świeci i warto pooddychać świeżym powietrzem. Pozdro! Jeśli tekst Ci się spodobał, daj mi kopa do kolejnych tekstów – zasadź mi lajka na fanpage.
W przypadku osób z osobowością zależną najważniejszymi kryteriami podczas rozpoznania są: Trudności w podejmowaniu samodzielnych decyzji. Potrzeba nadmiernej opieki przez osoby z bliskiego otoczenia. Silna potrzeba miłości i troski ze strony innych. Nieumiejętność sprzeciwiania się innym.
Czy dam radę?! Według Susan Jeffers wszystkie lęki można sprowadzić do tego jednego. Wszystkie wypływają z niepokoju i obawy, że nie dasz sobie rady z tym, co przyniesie Ci życie. „Gdybyś wiedziała/wiedział, że poradzisz sobie ze wszystkim, co ci się przytrafi, czego miałabyś/miałbyś się bać?”. Odpowiedź brzmi: „Niczego!”. W praktyce oznacza to, że możesz poradzić sobie ze wszystkimi lękami, nie starając się wpłynąć na sytuację zewnętrzną i nie kontrolując niczego w świecie zewnętrznym. Ilekroć poczujesz lęk, przypomnij sobie, że potrafisz poradzić sobie ze wszystkim, co ci się przydarzy. Wtedy lęk osłabnie, zmięknie i straci swoją potężną siłę. Pięć rzeczy, które musisz wiedzieć na temat lęku Żeby poradzić sobie z lękiem, warto poznać kilka prawd na jego temat. Według Jeffers jest ich pięć: Prawda numer 1: „Dopóki się rozwijasz, lęk zawsze będzie Ci towarzyszył”. Prawda numer 2: „Jedynym sposobem, by pozbyć się lęku przed działaniem, jest podjęcie wyzwania”. Prawda numer 3: „Tylko wtedy polubię siebie, kiedy ruszę się… i to zrobię”. Podjęcie aktywności pomaga nam poczuć się lepiej. Dostajemy przypływ energii i zyskujemy wiarę w siebie. Prawda numer 4: „Nie tylko ja odczuwam lęk, kiedy wkraczam na nowy teren. Każdy go odczuwa”. Prawda numer 5: „Przedzieranie się przez barierę lęku jest w sumie mniej przerażające niż życie w ciągłym strachu płynącym z poczucia bezradności”. Zaskakująca prawda Im bardziej czujemy się bezradni, tym silniejszy jest lęk płynący ze świadomości, że na świecie istnieją sytuacje, nad którymi nie mamy kontroli, takie jak śmierć współmałżonka lub utrata pracy. Lęk przed potencjalnymi tragediami doprowadza nas do obsesji. Ludzie, którzy nie podejmują ryzyka, żyją w stanie lęku znacznie silniejszego, niż gdyby podejmowali wyzwania, niezbędne do zmniejszenia poczucia bezradności. Jak skutecznie powstrzymać wpływ lęku na moje życie? Jednym ze skutecznych sposobów, który pomaga mi w oswojeniu własnego lęku, jest postępowanie przede wszystkim według prawdy numer 2. Wiem też, że lęk zmniejsza swoją moc i z czasem znika, kiedy przyzwyczajam się do nowej aktywności. Kolejny sposób radzenia sobie z lękiem to obserwowanie swoich myśli i wyłapywanie tych negatywnych (osłabiających), a następnie zamiana ich na wspierający, pozytywny dialog wewnętrzny. Wiem jedno – negatywne myślenie odbiera siłę, a tym samym wywołuje lęk, który osłabia nasze poczucie wartości i powoduje, że przestajemy sobie ufać i w siebie wierzyć. Warto zauważać i wyłapywać te negatywne myśli na swój temat. Jak to zrobić? Jeśli czujesz się z jakąś myślą niewygodnie i wywołuje ona Twój niepokój, to jest to myśl z kategorii „osłabiaczy”. Możesz też zadać sobie pytania, którą pomogą Ci odkryć, jaki dialog wewnętrzny prowadzisz: Czy ta myśl mi służy? Czy ta myśl wspiera mnie w realizacji celu czy utrudnia jego osiągnięcie? Jak się czuję, kiedy myślę w ten sposób? Czy tak właśnie chcę się czuć? Im częściej myślisz pozytywnie o sobie i swoich szansach na spełnienie tego, czego pragniesz, z tym większą wiarą w siebie działasz, a tym samym zwiększasz swoje szanse powodzenia. Zachęcam do obserwacji swoich myśli, bo zmiana zaczyna się w głowie. Zauważ, co myślisz o sobie i swoich możliwościach. Jakie myśli na swój temat najczęściej przychodzą Ci do głowy? Jestem dobra/dobry w tym, co robię? Jestem ważna/ważny? Wierzę w siebie? Dam sobie radę? Czy może wręcz odwrotnie? Zrób też w tym tygodniu jedną rzecz, której bardzo pragniesz. Bój się i zrób to mimo wszystko! Dasz sobie radę! Powodzenia! Bernadetta Gilarska SKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ, JEŚLI : stoisz przed zmianą swojej ścieżki zawodowej lub drogi życiowej chcesz poznać swoje mocne strony i pełniej wykorzystać swój potencjał szukasz odpowiedzi na to, co jest twoją pasją chcesz wzmocnić poczucie własnej wartości, pewność siebie i wiarę w siebie potrzebujesz odzyskać równowagę między życiem zawodowym a prywatnym chcesz realizować się w życiu i pracy zgodnie z własnymi wartościami i ze swoim potencjałem Kim jestem i co robię: Certyfikowany coach, konsultant kariery, specjalista ds. HR i szkoleń, twórca Jako coach wspieram w procesie zmiany na lepsze. Towarzyszę na drodze odkrywania siebie i życia w zgodzie z własnymi wartościami i ze swoim potencjałem. Pracuję w oparciu o kodeks etyczny i standardy Izby Coachingu. W swojej praktyce łączę różne techniki i metody, które pomagają mi w skuteczny sposób zaprowadzić moich klientów do celu. Posiadam ponad 12 lat doświadczeń pracy z ludźmi w sferze zawodowej i ponad 10 lat aktywnego samorozwoju. Jestem entuzjastką autentyczności, rozwoju osobistego i po prostu życia. Dlaczego tu jestem: Bo mam potrzebę dzielenia się z Tobą swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami coachingowymi oraz inspirowania do zmiany, którą rozumiem jako umożliwienie pełniejszego realizowania własnego potencjału. Z czego jestem dumna w moim życiu: Z drogi, jaką przeszłam i ciągłego rozwoju. Moje słabości: Inspirujące książki i lody waniliowe :) Mój sprawdzony sposób na zły humor: Chwila tylko dla siebie, otoczenie siebie troską i sprawienie sobie przyjemności poprzez np. długi spacer, basen, ulubiony serial, inspirującą książkę, pyszne jedzenie. Największa zmiana w moim życiu: Bardzo ważny dla mnie proces zmian został zapoczątkowany 4 lata temu ( przeszłam własny proces coachingowy, uzyskałam certyfikat i licencję coacha, rozpoczęłam własną praktykę coachingową, odeszłam z korporacji, pozbyłam się szkodliwych dla mnie nawyków, zwolniłam tempo życia, wprowadziłam zdrowszy styl życia) i nadal trwa… Przede wszystkim zmienił się mój sposób myślenia i działania co przełożyło się na moje zdrowie oraz życie osobiste i zawodowe. Od tamtej pory staram się świadomie podążać ścieżką swojego serca i żyć w zgodzie z własnymi wartościami. Miejscowość i numer kontaktowy: Wrocław, a telefonicznie/Skype cała Polska. Tel. 690 502 917
jeśli nauczę się wyrażać ją w sposób empatyczny i asertywny, to nikomu nie zrobię krzywdy, jeśli nie daje sobie rady ze swoja złością, ranię innych i tracę relacje z najbliższymi, warto skorzystać z pomocy profesjonalisty. Żródło: Uwaga złość. Ewa Tyralik-Kulpa. Wydawnictwo Natuli. Szczecin 2021. Pięć głębokich oddechów.
Mam 30 lat. Ojciec alkoholik, mama chora na schizofremię od lat. Niewiele pamiętam z dzeciństwa, wiem, że było ono koszmarem, ciągłe ucieczki z domu, potluczone talerze, powybijane szyby, ciągły lęk. Jak kiedyś ktoś powiedział " żeby to nie odbiło na ich dorosłym życiu" ( mam 4 rodzeństwa),wydawało mi się, że nie jest to możliwe, bo przecież mam silną psychikę. Teraz wiem jak bardzo się myliłam. Skończyłam liceum ekonomiczne, mimo iż uczyłam się dużo nie miałam najlepszych wyników, w każym bądź razie mnie one nie zadowalały, pewnie dlatego, że moje rodzeństwo miało z roku na rok świadectwa z paskiem, chciałam im dorównac. Mimo, iż szkole ciagle się stresowałałam ( brak pewności siebie, niska samoocena), wtedy był to jeszcze taki sters motywujący, zdecydowałam się iśc na studia, na które sama musiałam zarobic. Oszczędzałam wtedy każdy grosz, aby je skończyc, aby kiedś moje dzieci miały lepsze dzieciństwo, abym mogła zapewnic im, a także sobie poczucie bezpieczeństwa i niezlażeności. Zawsze chciałam byc niezależna. Skaldałm Cv a potem modliłam sie zeby ktoś czasem nie zadzownił, tak się bałam, bo przecież ja nic nie umiem. Nie było lekko, brak pracy coraz bardziej upewniał mnie, ze jestem do niczego. Za studia udalo mi się zarobic parę groszy wyjeżdzjąc za granice do cięzkiej pracy fizycznej i wówczas gdy zobaczyłam jak sie tam człowieka się traktuje, ogarnął mnie jeszcze wiekszy lek , poprostu wie wyobrażałm sobie w taki sposób zarabic na życie na dłuższą metę, to był koszmar poświęcanie resztek swoich sił, pozwalanie na poniżanie się, aby zarobic parę groszy. Mimo wszystko cieszyłam sie ze chociaż to mam, miałam nadzieję, że jak skończę studia a może w końcu znajdę jakąś pracę w Polsce, chociaz tracialm na to niadzieję. Mój stan psychiczny był coraz gorszy, zaczęłam miec problemy na studiach, strasznie panikowałam a sters był wrecz paraliżujący. Stwierdziałm, że nie dam rady i zdecydowałam się z nich zrezygnowac, ale wówczas mój stan byl jescze gorszy. Przecież tyle wysiłku nerwów włożyłam w to aby uzyskac ten tytuł mgr. nie dawałam sobie z tym coraz bardziej rady stwierdziłam, że jakoś muszę je skończyc bo inaczej calkiem zgłupieje, no i jakimś cudem udało mi się jeskończyc. Niestety po studiach nic się nie zmieniło, szukałam jakiejkolwiek pracy (chociaz wiem , że praca w hipermarkecie nie zadawalałaby mnie, wkońcu chciałam coś osiadnąc) jadnak nigdzie mnie nie chcieli. Po dwóch latach stwierdziłam , że to nie ma sensu, całkiem wycofałam sie z rynku pracy i tak jest do dzisiaj. Jednak do końca nie pogodziłam sie z tą sytuacja, a depresja ciąglę się poglębiała. nieprzespane noce, , brak sensu wstawania z łóżka, ogromy lęk o przyszlośc. Odizolowałam się całkiem od świata, bałam się wyjśc z domu i odezwac się do ludzi, miałam problemy z pamięcią i myśli samobójcze. Związałam się z człowiekiem bez ambicji, nie czuje się przy nim bezpiecznie, ale cóz z samą sobą nie czuję się bezpiecznie. Od początku wiedziałam , ze czeka mnie z nim ciezkie życie, ale cóż może wymagac taka jak ja. Jednak wciąz z nim byłam nie wiem sama dlaczego, może bałam sie samotności. Męczy mnie życie z nim ale wciaż z nim jestem bo w 2005 roku przyszeł na swiat nasz synek, myślałam , że może on doda motoru mojemu zyciu , ze zacznę coś robic, ale niestety, wcież nie miałam na nic sił a jeszcze doszedł lęk o jego przyszłośc. Wówczas byłam w takim stanie, że powiedziałam sobie, że jak nie dam sobie rady to się zabiję. Często zadaję sobie pytanie, czy Bóg istnieje, dlaczego ja się tak męczę na tym świecie, za jakie grzechy, całe moje życie jest takim koszmarem. Przestałam sobie radzic z czym kolwiek, umycie naczyc, posprzątanie, zrobienie dziecku jesc bylo dla mnie straszna problem rodził drugi i tak blędne stwierdziłam że dłuzej nie dam rady moje życie stalo się się koszmarem musiałam cos z tym zrobic. Po długim zastanawianiu się stwierdziłam ze muszę coś z tym zrobi bo oszaleję, z trudem wybralam sie do psychiatry i od dwóch lat jestem na antydepresantach. Psychicznie czuje się lepiej, ale boje się postawic jakiś krok do przodu, aby moje życie nabrało jakiegoś sensu, boje się iśc do pracy, boje się o przyszlośc. wiem, że jakies zajęcie zapewnie wplynęłoby pozytywnie na moj stan, ale jak mam znaleśc sobie pracę, skoro czuję sie do niczego? :(Pomóżcie proszę, bo obawiam się, ze jesli nic się nie zmieni w moim życiu depresja znowu mnie dopadnie, a kto ją przeszedł wie co to za straszna choroba, drugi raz tego nie przeżyję.
Dominiko, zaczynaj! Dominika: Jakiś czas temu, podczas rozmowy z Asią na temat wspólnych działań w mediach społecznościowych, pojawił się temat tzw. „dobrych rad” otrzymywanych od osób z naszego otoczenia. Rad dotyczących wychowywania dzieci, jakżeby inaczej. Zastanawiałyśmy się jak to wygląda obecnie, oraz jak Mamy sobie z
,,Wiecie niewiem co sie ze mna dzieje...najchetniej po pracy chodziłabym odrazu spać, nie chce żeby ktos do nas przychodził, nie ubieram sie jak kiedyś, teraz tylko tak żeby nikt mnie nie widział....nie rozmawiał ze mną....niekiedy łapie sie na tym że nie potrafie znaleśc odpowiedniego słowa jak mówię o czymś." itd. , itp.... Znam dobrze te uczucia Zajączku...cierpię z trochę innego powodu. myśl, że bardzo skrzywdzę dzieci trzyma mnie przy życiu. Walcz dla swojego dobra i syna, on niczemu nie jest winien, bardzo Cię potrzebuje... Wiem, że to ponad Twoje siły, ale walcz Zajączku...sama ze sobą...walcz...pokonaj ból, załamanie...powoli, drobnymi kroczkami, ale zrób to... Jestem na etapie nic nierobienia, nie mam pracy i beczę, beczę, nigdzie nie chodzę...itd... ale wiesz, kilka dni temu poszłam na od dawna odkładaną wizytę u stomatologa...wyszłam z gabinetu zadowolona, heh, wręcz uskrzydlona w duszy myślałam sobie: rany dokonałam tego, dokonałam, zrobiłam coś dla siebie...phi, ktoś powie, wielki tam wyczyn...tak...dla mnie to był wielki wyczyn...jeden z wielu, których chcę jeszcze dokonać, dla mnie i dla moich dzieci... Tak i Ty Zajączku...takimi drobnymi a zarazem wielkimi wyczynami walcz o swoje szczęście, nie pozwól się pokonać....
Odp: Nie daje sobie rady psychicznie Gdy on tak namiętnie całował tę dziewczynę stojąc tuż obok Ciebie, mogłaś radośnie przywitać się z nim i okazać lekkie zdumienie, dziwiąc się głośno, że jeszcze niedawno mówił, że ona ma taką kiepską figurę i w ogóle go nie pociąga, a mówią, że to kobieta zmienną jest, po czym
niedziela, 31 lipca, 2022
bolo odpowiedział (a) w temacie Nie daje rady. Wiesz, co jest istotne w walce z piciem? To, że ta walka jest z góry skazana na porażkę. Nie da się wygrać, jeśli jesteś uzależniony. Krótko, nie da się. Jedyną opcją w "wygraniu" z piciem jest nie picie. Brzmi to może trochę groteskowo, ale tak jest. Pewnie wiesz, że jak się nie
29 odp. Strona 1 z 2 Odsłon wątku: 23616 22 listopada 2010 22:46 | ID: 333859 Wtam wszystkich bardzo serdecznie. Nie wiedziałam, gdzie mogę zwrócić się z moim "rodzinnym" problemem, więc postanowiłam wyżalić się na forum. Nie wiem również od czego zacząć, ale chciałabym opisać sytuację materialną mojej rodziny, która jest największym problemem, z którym ja już nie mam siły walczyć, ani nie mam siły sobie z tym radzić, nie wyobrażam sobie również, jak nasze życie będzie wyglądać za kilka lat... Zacznę od samego początku. Jestem jedynaczką, bardzo kocham swoich rodziców, mamy super relacje, żartujemy, dużo rozmawiamy, chodzimy razem na spacery i próbujemy spędzać wspólnie czas wolny. Moja mama jest osobą bezrobotną od... 5 lat i nawet nie zamierza podjąc jakiejkolwiek pracy!!! I tutaj tkwi problem. Kiedy byłam w podstawówce mama wyjeżdżała za granicę do pracy. Nie pracowała jako pomoc kuchenna ani sprzątaczka. Miała kierownicze stanowisko i wyjeżdżała za granicę na okres 7 miesięcy, po czym wracała do Polski. Tata pracował ponad 25 lat w dobrze płatnej firmie, żyliśmy normalnie, bez żadnych szaleństw, starczało nam na wszystko- zaczynając od opłat mieszkania a kończąc na jedzeniu. Kiedy mama przebywała w Polsce często jeździliśmy na wakacje nad nasze Polskie morze. Mój tata przeszedł dwie operacje góza mózgu, jest na rencie i od 5 lat pracował jako ochroniarz. Mama nawet nie kwapiła się szukac pracy. I zaraz powiem Wam dlaczego. Otóż moja mama prawie całe życie jest uzależniona od swoich rodziców, którzy dają jej non stop pieniądze, babcia jest schorowana i ma 80 lat, a nadal gotuje nam obiady, bo nam (od kiedy tata jest na rencie i dorabiał jako ochroniarz) starczało na opłacenie mieszkania i na przezycie 10 dni miesiąca, kolejne 20 dni utrzymują nas rodzice mojej babci... Moja mama najwidoczniej nie widzi problemu, nikt nie jest w stanie jej przetłumaczyć, że zostaniemy "na ulicy" kiedy dziadków zabraknie Mama przepracowała w swoim 50letnim życiu zaledwie 10 lat, a może nawet mniej... Odkad pamiętam kase dają nam dziadkowie. Jest mi bardzo przykro oraz wstyd, że własna matka nie jest w stanie niczego mi zapewnić. Owszem, kiedy żyliśmy normalnie nie narzekałam, miałam wszystko czego potrzebowałam, mama zapisywała mnie na kursy jezykowe, przez kilka dobrych lat uczyłam sie jezyka obcego i bardzo jej za to dziękuję. Ile razy jej powtarzałam, płakałam, krzyczałam, robiłam awantury, żeby w końcu znalazła jakąkolwiek prace, żeby zaczęła zarabiać przynajmniej 1000 zł miesięcznie. Przecież ona nawet emerytury nie będzie miała, jej dochody od tych 5 lat wynoszą 0 złotych Tata pracował ZAWSZE, a ona i tak się na nim wyżywa, kłóci i mu dogryza, że jest cieciem (był, bo teraz już nie pracuje), chociaż pracował po 12 godzin dziennie, a po tak skomplikowanych operacjach, jest to dla Niego bardzo męczące. Kilka słów o mnie: jestem studentką, w tym roku pisze pracę licencjacką, również mam stwierdzony umiarkowany stopień niepełnosprawności, studiuję na dwóch kierunkach i z tytułu niepełnosprawności dostaje te kilkaset złotych oraz stypendium za wyniki w nauce. W naszym mieście jest ciężko z pracą, ale jeżeli ktoś szuka to ją znajdzie. Ja sama wiem jak jest, ponieważ rok temu szukałam pracy na wakacje, żebym mogła sobie dorobić i trochę pieniędzy zaoszczędzić na własne potrzeby. Pracowałam na umowe zlecenie przez całe wakacje i to w dwóch pracach. Od 2009 roku niestety nie mam czasu i możliwości pracowac, ponieważ studiuję dwa kierunki i czasami wracam do domu padnięta. I to nie ja powinnam utrzymywać rodziców, tylko oni mnie. I moja matka powinna iśc do pracy!!! Co ja mam zrobić, żebyśmy żyli normalnie. Jest mi wstyd przed koleżankami, a najbardziej przed własnym chłopakiem, z którym jestem już prawie 3 lata. Jest mi smutno, ponieważ Jego rodzice pracują i dobrze zarabiają, budują dom i są szczęśliwi. Ja niestety nie mogę tego powiedzieć, brak mi słów. Często przez to płaczę i jestem smutna. Chciałabym jeszcze wspomnieć, że często ja sama wysyłałam pracodawcom CV mojej mamy, a moja babcia nawet dzwoniła w sprawie pracy, jaka pojawiała się w gazetach Tylko, ze ja za nią nie pójde na rozmowe kwalifikacyjną!!! Wszystko na marne, to nic nie dało. Moja mama nie chce pracować. Tylko dlaczego ja mam cierpieć z tego powodu. Prosze o pomoc Mówiłam jej żeby chociaż poszła pilnować dziecko, cokolwiek!!! I wszystko na nic. Wszyscy w kółko jej powtarzają (ja, tata, babcia, dziadek), że ona MUSI iść do pracy! Po co decydowała się na dziecko, skoro teraz nie jest w stanie mnie nawet utrzymać. Jesteśmy zależni od o jakąkolwiek pomoc, bo ja już nie daje sobie z tym rady. Dziękuję za przeczytanie mojej wiadomości. Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie. 1 mamaHani Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 04-11-2008 11:00. Posty: 271 22 listopada 2010 22:55 | ID: 333862 Ale jak Ci tu pomóc? Jedyna moja rada, to wziąśc się w garść, i nie liczyć na innych. Jeśli zajdzie taka koniecznośc to nawet zacząć studiować zaocznie, albo zrezygnować z jednego kierunku. Dla studentów też są prace w dogodnych dla nich godzinach. Zresztą piszesz, że piszesz już prace licencjacką więc to końcówka połowy studiów. Magisterkę zawsze można zrobić zaocznie. 2 asiawojtekkarolcia Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 08-11-2010 23:11. Posty: 16694 22 listopada 2010 23:04 | ID: 333865 mamo Hani a ja się z Tobą nie zgadzam, dziewczyna nie po to studiuje żeby teraz te studia rzucać i iść do pracy bo matka to leń. to nie jest rozwiązanie. Do autorki wątku: może zgłość tą sprawę do opieki społecznej,oni muszą Ci pomóc. wiem co piszę bo znam podobną sytaację. mamaHani napisał 2010-11-22 22:55:01Ale jak Ci tu pomóc? Jedyna moja rada, to wziąśc się w garść, i nie liczyć na innych. Jeśli zajdzie taka koniecznośc to nawet zacząć studiować zaocznie, albo zrezygnować z jednego kierunku. Dla studentów też są prace w dogodnych dla nich godzinach. Zresztą piszesz, że piszesz już prace licencjacką więc to końcówka połowy studiów. Magisterkę zawsze można zrobić zaocznie. 3 Justyna mama Łukasza Zarejestrowany: 09-10-2010 22:03. Posty: 7326 22 listopada 2010 23:13 | ID: 333870 ciężka sytuacja, szkoda mi Twojego ojca bo ty niedługo się usamodzielnisz a on zostanie z matką która pewnie się na niego wypnie. Ja od szkoły średniej utrzymuję się sama na studia nie stety nie mialam za co iść, więc ciesz się że mialaś taką możliwość niedługo się usamodzielnisz a matką się nie martw. 4 Soho Zarejestrowany: 07-05-2010 09:04. Posty: 351 22 listopada 2010 23:22 | ID: 333872 tak czytam i czytam i nie bardzo wiem jakiej pomocy oczekujesz?! czekasz aż ktoś podsunie pracę Twojej mamie czy zapłaci za czynsz? Przestań się rozczulać i zacznij działać. Jak możesz pisać, że to rodzice mają Cię utrzymywac - przeciez jesteś dorosła i może czas im pomóc!!! a pisanie że wstydzisz się się rodziny i jest Ci smutno bo nie macie tyle pieniędzy co rodzice Twojego chłopaka... 22 listopada 2010 23:30 | ID: 333875 dziewczyno musisz działać! 23 listopada 2010 09:15 | ID: 334034 I to nie ja powinnam utrzymywać rodziców, tylko oni mnie wiesz jak oceniam ten fragment Twojej wypowiedzi dziewczyno? jakbyś była pępkiem świata i jakby Ci się wszystko należało! Twoi rodzice swoje już w zyciu przeszli i przepracowali. nie chrzań, że matka w 50letnim zyciu przepracowała tylko 10 lat, bo to bzdura! a prowadzenie domu, wychowywanie dziecka to co? wczasy? to bardzo ciężka praca. wymagasz, żeby to matka poszła do pracy, żeby rodzice utrzymywali Ciebie. przepraszam, za brutalność, ale Twoim zasranym obowiązkiem jest pomóc rodzicom w chorobie i niedostatku! i nie zasłaniaj się studiami, bo zawsze można dokończyć zaocznie lub studiować dziennie a w weekendy dorabiać. wystarczy chcieć. no ale łatwiej użalać się nad sobą, wstydzić się rodziców i wymagać od nich nie wiadomo czego. moja mama pracowała dopóki nie urodziła młodszej siostry, potem ją zwolnili gdyż firma upadła. przez 17 lat dorabiała sobie na czarno u gospodarzy, u ogrodnika. i po tych 17 latach dostała ofertę pracy od szefostwa taty - miała zostać pracownikiem gospodarczym przy koniach. z początku wynajdowała różne powody by odmówić tę pracę, a teraz idzie do niej żeby odpocząć, choć praca jest bardzo ciężka (mama ma 53 lata, a codziennie wyrzuca obornik od czterech koni, wypuszcza je na okólnik, poi, karmi, sprząta stajnię). zawsze kiedy jesteśmy u rodziców mój mąz idzie z mamą i jej pomaga, zresztą - tata też codziennie mamie w tej pracy pomaga w miarę możliwości. 23 listopada 2010 09:36 | ID: 334065 Moje zdanie jest takie, że twoi rodzice nie muszą cie utrzymywać. Skoro studiujesz to znaczy że masz więcej niż 18 lat. Jesteś dorosła i powinnaś radzić sobie sama. Jesli rodzice chcą pomóc to super, jeśli nie - trzeba radzić sobie samemu. Nie zachowuj sie jak twoja matak, która żyje na konto jej własnych rodziców. Usamodzielnij się, pomyśl np. o ślubie ze swoim chłopakiem i założeniu normalnej zdrowej rodziny. matki nie zmienisz, takie jest moje zdanie. Twojego ojca mi naprawdę szkoda, bo tyle lat pracował, teraz jest po operacjach a twoja matka jeszcze ma do niego 23 listopada 2010 10:19 | ID: 334120 Soho napisał 2010-11-22 23:22:10tak czytam i czytam i nie bardzo wiem jakiej pomocy oczekujesz?! czekasz aż ktoś podsunie pracę Twojej mamie czy zapłaci za czynsz? Przestań się rozczulać i zacznij działać. Jak możesz pisać, że to rodzice mają Cię utrzymywac - przeciez jesteś dorosła i może czas im pomóc!!! a pisanie że wstydzisz się się rodziny i jest Ci smutno bo nie macie tyle pieniędzy co rodzice Twojego chłopaka... Chyba trochę przesadzasz dziewczyno!!!!W wielu rodzinach jest duuuzż gorzej. A z tego co opisujesz to jest norma. W każdej rodzinie, no może w prawie każdej jest ktoś niepracujący. Jedni z własnej woli inni z konieczności. Ty już jesteś "dużą dziewczynką" ale chyba troszeczkę rozpieszczoną. Mama nie chce pracować , to niech utrzymują ją jej rodzice. A Ty jeśli chcesz w zyciu mięć dostatnie i bogate życie ( jak Twój chłopak) to musisz się o to postarać . A co mama ma Ci je zapewnić? I nie zmuszaj matki do niczego! Może ona za " za tą granicą " wystarczająco się napracowała aby dać Tobie niezłe życie i wykształcenie. Może chce sobie dłuższy czas odpocząć. A może uważa, że Ty też masz obowiązek jej pomagać. Dużo tego "może". Ale co rodzina to problem. A Twój nie należy do największych. 23 listopada 2010 10:29 | ID: 334141 Nie rozczulaj sie nad soba Wez sie za siebie bo jestes dorosla i rodzice nie maja obowiazku cie utrzymywac Mama zrozumie jak nikt nie bedzie jej podtykal pieniedzy i uzalal sie nad nia Moj syn studiuje i pracuje i nie narzeka ze mama mu nie daje Tez mialam wszystko 2 samochody 2 sklepy duze mieszkanie Stracilam to wszystko przez moja corke Pewnie ze zal pozostal ale treba zyc dalej Skup sie na sobie i swoich studiach Masz dobre zaplecze ,znasz jezyki Moze korepetycja ,moze praca w wiekszym miescie !!! Wpadniesz w marazm jak twoja mama musi radzic sobie sama Tata ma jakies zabezpieczenie Da sobie rade Glowa do gory i pomysl o sobie 10 aśka r Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 31-03-2009 15:19. Posty: 3249 23 listopada 2010 10:56 | ID: 334185 Zgadzam się z poprzednikami a co do chłopaka przed którym się wstydzisz to zmień go na takiego przed którym nie będziesz się wstydziła albo zrób coś aby się nie wstydzić i idź do pracy skoro uważasz że nie masz problemu z jej znalezieniem bo Twoja mama w wieku 50 lat już może mieć poważny problem bo wszędzie szukają poniżej 35 latków. To prawda że takie myślenie że Tobie się coś jeszcze należy to egoizm może dla odmiany pomyślałabyś Ty o rodzicach co zrobić aby im ulżyć. A swoją drogą ciekawe kto Cię nauczył takiego myślenia że Twoja matka w życiu nie wiele przepracowała a może byś się zastanowiła czy jej coś nie dolega skoro nie ma siły bo najlepiej stwierdzić że leniwa i mieć wszystko głęboko w poważaniu. Także widzę tu inny problem a mianowicie Twoi dziadkowie ją takiego podejścia nauczyli a teraz myślą że w wieku 50 lat zmieni swoje życie? Nie sądzisz że to troszkę za późno? A do tego też Ty zaczynasz mieć takie samo podejście jak ona a mianowicie że to oni mają Ciebie utrzymywać. Moja koleżanka nie mogła skończyć nawet szkoły średniej bo jej mamy nie było na to stać a Ty narzekasz że nie możesz studiować dwóch kierunków? Zastanów się trochę. 11 oliwka Poziom: Dzierlatka Zarejestrowany: 19-04-2008 00:57. Posty: 161880 23 listopada 2010 11:05 | ID: 334200 W wielu rodzinach jest podobna sytuacja i nie proszą o pomoc tylko szukają innych rozwiązań. A Ty jako osoba chyba dosyć mądra, bo jak piszesz studiujesz, to możesz już sama pomyśleć, jak można by było swoją sytuację poprawic i odciążyć rodziców. 12 halszka Poziom: Starszak Zarejestrowany: 04-11-2010 09:18. Posty: 2629 23 listopada 2010 11:21 | ID: 334238 Wszystko co chciałabym napisać do Twojego listu zostało napisane powyżej i podpisuję się pod tym i dodam że ,,kilkaset"złoty i typendium za dobre wyniki w nauce to chyba niezła sumka.. 13 Isabelle Poziom: Przedszkolak Zarejestrowany: 03-07-2009 19:42. Posty: 21159 23 listopada 2010 11:53 | ID: 334325 Wszystko to co napisałaś świadczy o tym, że chcesz zachowywać się tak samo jak mama która bierze pieniądze od swojej mamy... Do tego dążysz? Różnicy nie ma żadnej - ty jesteś dorosła i ona też... Jeżeli mama nie chce podjać pracy bo nie ma na to ochty Ty jej nie zmusisz... 14 aluna Poziom: Maluch Zarejestrowany: 17-09-2008 08:35. Posty: 4070 23 listopada 2010 12:07 | ID: 334346 Zgadzam się z moimi przedmówcami :) jestes dorosla i nikt nie ma obowiązku ciebie utrzymywać. Rusz dupę i zarób na swoje potrzeby. Możesz przecież pójść na studia zaoczne a w tygodniu pracować. Bedziesz miala na swoje widzimisię i na przezycie tych następnych 20 dni. twoi rodzice są dorośli i żyją tak jak chcą...a że mają jeszcze konsumpcyjnego pasożyta na utrzymaniu to i nie dają sobie rady... Moj syn ma 17 lat , a od 12 roku życia pracuje dorywczo w wolnych chwilach...Choć wcale nie musiałby. Chce. Bo chce mieć swoje pieniądze, dla siebie ! Zamiast jęczeć weź się do pracy ! Idź do Biedronki, czy gdziekolwiek indziej i przestań żądać od swoich rodziców. Oni już dość na ciebie wydali. 23 listopada 2010 12:15 | ID: 334370 Jak uporasz sie ze swoimi problemami i podejmiesz decyzje to nie opuszczaj nas !!!Podzil sie z nami swoja decyzja!! Tu nikt nie pisze zlosliwie Tylko radza jak bedzie lepiej dla ciebie Mam nadzieje ze sie nie obrazasz? Poczekamy na dalsze wiadomosci !!!POZDRAWIAM 16 Melisa Zarejestrowany: 07-08-2010 22:41. Posty: 8231 23 listopada 2010 14:26 | ID: 334540 Myślę, że usamodzielnienie się wyjdzie Ci tylko na dobre ;) Wiem, że się boisz zmian, ze sama sobie nie poradzisz. No cóż, początki prawdopodobnie łatwe nie będą! Może będzie trzeba pójść na parę kompromisów. Życzę powodzenia i wytrwałości! ;) 17 Sonia Poziom: Pełnoletnia Zarejestrowany: 06-01-2010 16:15. Posty: 112846 23 listopada 2010 17:40 | ID: 334640 Może powtórzę to, co moje poprzedniczki, ale również myślę, że jako osoba dorosła powinnaś podjąć pracę. W ten sposób odciążysz swojego Tatę. I na studia również starczy. Masz szczęście, że wogóle studiujesz. Ja tej szansy nie mialam, bo moich rodziców nie było na to stać. I nie mam o to do Nich pretensji. Czas wziąść sprawy w swoje ręce:)Życzę Ci powodzenia w podejmowaniu trafnych decyzji!!! 23 listopada 2010 17:52 | ID: 334651 ...Anonimie - czy Ty teraz nie śmiejesz się do rozpuku z wyjaśnień naszych forumowiczów... nie przyznasz się do tego, ale ułożyłaś długą , zaplątaną historyjkę, żeby było o czym pisać... nie masz takiej sytuacji, tylko nami się bawisz... a jeśli masz takie trudności, jakie opisałaś, to powtórzę za aluną: aluna napisał 2010-11-23 12:07:01Zgadzam się z moimi przedmówcami :) jestes dorosla i nikt nie ma obowiązku ciebie utrzymywać. Rusz dupę i zarób na swoje potrzeby. Możesz przecież pójść na studia zaoczne a w tygodniu pracować. Bedziesz miala na swoje widzimisię i na przezycie tych następnych 20 dni. twoi rodzice są dorośli i żyją tak jak chcą...a że mają jeszcze konsumpcyjnego pasożyta na utrzymaniu to i nie dają sobie rady... Moj syn ma 17 lat , a od 12 roku życia pracuje dorywczo w wolnych chwilach...Choć wcale nie musiałby. Chce. Bo chce mieć swoje pieniądze, dla siebie ! Zamiast jęczeć weź się do pracy ! Idź do Biedronki, czy gdziekolwiek indziej i przestań żądać od swoich rodziców. Oni już dość na ciebie wydali. 19 Emilkaa Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 12-11-2010 13:16. Posty: 76 23 listopada 2010 19:14 | ID: 334708 Zgadzam się z już dorosła,a postepujesz tak samo jak twoja matka,powinas znalesc sobie prace i nie liczyć na rodziców bo to oni niedlugo bedo potrzebowali twojej pomocy a nie ty ich,nie można całe życie liczyć tylko na rodziców albo dziadkuw,powinas sie usamodzielnic zalozyc rodzine i być szczesliwa a nie sie ciogle za majo wieksze problem i sobie z nimy np wychowuje sama dziecko i sie jeszcze ucze mój chlopak okazał się tchurzem i się nie zamartwiam trzeba zyc dalej i sobie sie mam zdrowego synka ktorego KOCHAM i to jest dla mnie najwazniejsze 23 listopada 2010 20:03 | ID: 334770 Moim zdaniem Ty nie możesz zbawić całego świata i nie możesz zmienić swojej matki ani tego jakie ma życie. Zobacz jakie zestawienie- twoja matka uzależniona jest od pieniędzy twoich dziadków, a ty z kolei chcesz byc bardzo uzależniona od niej z tego samego powodu. KObitko jesteś dorosła, masz troszkę pieniędzy. Skoro z chłopakiem dobrze się układa i on ma porządnych rodziców to ucz sie od nich jak nie chcesz ze swoich starych brać przykładu. Usamodzielnij się, wynajmij jakies małe mieszkanko, zamieszkajcie razem a rodzicami się nie przejmuj to jest ich życie , a nie już twoje. Jak wam będzie trudno to ktoś zawsze pomoże jak nie twoi starsi, to rodzice twojego chłopaka. Ale nie licz na to ze ktoś ci zawsze da coś, bo się na tym przejedziesz. Jesteś dorosła? po prostu się usamodzielnij. wyprowadz sie i się niczym nie przejmuj. Wierz mi ja tak zrobiłam i jest mi z tym bardzo dobrze. Zyje jak chce, płace rachunki kiedy chce, choc wiadomo ze je trzeba zaplacic, ale nie jestem od nikogo uzalezniona- i ty tez nie mozesz byc! Życzę ci powodzenia na dorosłej drodze życia:-D
Wallace wypada świetnie w wiadomościach o 18:00, ale nie daje sobie rady w terenie. Wallace looks great on the 6:00 news, but he can't hack it in the field. To nie twoja wina, że ona nie daje sobie rady z byciem matką.
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2012-01-28 10:23:08 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Temat: Samotność...już nie daję rady...Witajcie:) mój problem jest pewnie dość powszechny, z tym, że ja już sobie nie daję rady...dopadają mnie już przeróżne myśli...zastanawiam się przede wszstkim, jak dziewczyna, której mówią, że jest ładna, inteligentna, miła, sympatyczna może być ciągle sama? Wiem, że jestem młoda, bo mam dopiero 22 lata, ale wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten . Najbardziej mi zaczyna doskierać ten problem właśnie teraz, gdy jest sesja, są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z kim. Walentynki pewnie będą wyglądały podobnie. Zastanawiam się, co ja takiego robię zle, że nie potrafię sobie ustabilizować życia uczuciowego, odkąd sięgam pamięcią? Może nie dojrzałam do związku? 2 Odpowiedź przez Leila01 2012-01-28 11:34:25 Leila01 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 2,752 Odp: Samotność...już nie daję rady... Chcesz sie zakochac na sile? Znalezc sobie kogos bo inni juz maja?Nie mysl tak tylko sie nie trafilas na tego godnego Twojej On tam chadza gdzies drogami i w koncu trafi na Twoja. To my tworzymy nasze własne przeznaczenie... 3 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 11:43:41 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Właśnie problem w tym, że trafiłam na kogoś godnego mojej uwagi. Tylko ten ktoś albo nie jest mną zainteresowany. Albo jeśli okazuje, że jest, to i tak nic konkretnego w moim kierunku nie robi:) wiem, że szukanie na siłę to żaden sposób, ale po pewnym czasie ciągłej samotności człowiekowi już zaczyna wybijać...i jeszcze jak mam tą świadomość, że np w ekipie moich znajomych jestem jedyną singielką. 4 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-28 15:06:34 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia, ja mam tak samo. Wiem, że to marne pocieszenie ale drugiemu człowiekowi chyba raźniej jak wie, że nie inne osoby mają tą samą przypadłość. Wtedy człowiek nie czuje się aż tak mocno wyalienowany. Do samotności to da się przyzwyczaić. Brutalne ale prawdziwe. Oczywiście nie znaczy to, że do końca życia będziesz sama. A może sobie znajdziesz jakiś innych znajomych gdzie jest więcej singli? Bo ja dobrze rozumiem, że jak się idzie na bibkę z samymi parami to singiel się często czuje jak piąte koło u wozu. 5 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:23:29 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia88, mysle, ze Twoj problem polega na tym, ze wpadlas w trybiki pewnej spolecznej machiny, wedlug ktorej wszystkie kobiety, ktore sa ladne, sympatyczne i inteligentne, maja obowiazek miec mezczyzne. Jezeli nie maja = cos jest z nimi nie tak. A to wcale nie dziala w ten sposob. Tak naprawde, aby stworzyc dobry zwiazek, musisz sama dobrze poczuc sie ze swoja samotnoscia, oswoic ja. Nigdzie nie jest napisane, ze na pewno znajdziesz sobie kogos i zalozysz rodzine, wiec powinnas tak ukladac sobie zycie, aby byc szczesliwa tu i teraz, a nie dopiero wtedy, kiedy osiagniesz cel, ktory moze byc dla Ciebie nieosiagalny. Z Twoich postow mozna wywnioskowac, ze nie chcesz byc sama, poniewaz potrzebujesz bliskosci i wszystkie znajome wokol kogos maja, nie chcesz wiec odstawac od reszty. Z tym, ze to zbyt malo, aby moc budowac szczesliwy zwiazek. Samotnosc niesie ze soba ogromna ilosc plusow, o ktorych osoby bedace w zwiazkach nie moga nawet pomarzyc. Wykorzystaj to i badz szczesliwa sama ze soba, a dopiero potem bedziesz mogla naprawde uszczesliwic mezczyzne. 6 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:34:40 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady... Czyli sugerujecie, że szukanie faceta na siłę tak naprawde odstrasza potencjalnych kandydatów? i jeśli będe czuła sie dobrze ze swoja samotnością, przestanę szukac miłości na siłę, to ona prędzej czy później sama się znajdzie?Do Suahili: tak, masz rację, łatwiej że nie jest się samemu z tym problemem, ale jak bym jednak wolała zrobic coś w tym kierunku, żeby ten problem zniknął:) 7 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:41:01 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady... i jeśli będe czuła sie dobrze ze swoja samotnością, przestanę szukac miłości na siłę, to ona prędzej czy później sama się znajdzie?Nie. Ja twierdze, ze mozesz nigdy nikogo sobie nie znalezc (jak kazdy, kto jest samotny) i dlatego nie ma sensu podporzadkowywanie calego swojego zycia szukaniu, bo wtedy je tak naprawde zmarnujesz. 8 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:44:00 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...No tak, w sumie może tak byc, że nigdy nikogo nie znajdę. Ale to taka czarna wizja przyszłości. Wolałabym znaleźc przyczyne swojej samotnosci i dac sobie szansę na stworzenie związku. 9 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-28 15:45:36 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady...Polecam Ci ksiazke "W glebi kontinuum" Jean Liedloff. Moim zdaniem opisuje ona przyczyny samotnosci bardzo wielu ludzi. 10 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-28 15:48:23 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Dzięki:) mam nadzieję, że jest dostepna w bibliotekach, to chętnie przeczytam;) 11 Odpowiedź przez ttangled 2012-01-28 20:38:16 ttangled Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 6 Odp: Samotność...już nie daję rady...ja mam tak samo jak TyJulia:( prawie 24 lata, wszyscy mówią wkoło, że ładna, miła, sympatyczna, mądra, potrafi zrobić to i tam to...Może z małą róznicą ze jestem od miesiaca singlem. Wczesniej byłam w 3 letnim związku żeby zagłuszyć to uczucie samotnosci. Związek był nie udany a ja sobie wmawiałam jak jest super i ze nie jestem sama. Teraz mam zmarnowane 3 lata, no moze nie do konca bo zawsze mozna sie czegos o sobie nauczyc. Ale do sedna czuje się samotna i mam takie przeczucie, że już tak zostanie chociaz bardzo tego nie chce, i dlatego tez próbuje odnowic dawne znajomosci i na sile nie byc sama co moze mnie jeszcze bardziej zaczynam wychodzic do ludzi, zobaczymy jaki bedzie z tego wynik:(mam nadzieje że kiedys bedzie lepiej i ja i Ty Julka bedziemy nie samotne:) a moze bys spróbowała na jakis portalach??pozdrawiam 12 Odpowiedź przez Perla 2012-01-29 02:50:53 Perla Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zawód: emeryt Zarejestrowany: 2009-08-17 Posty: 18 Wiek: 50++ Odp: Samotność...już nie daję rady... Miłe moje młode gdzie sie Wam tak spieszy do tych /jakze często /udawanych moze jednak lepiej pójśc nawet jako to piąte koło u wozu,Zawsze się jakies towarzytwo do zabawy czy do kina znajdzie,nawet przyjdzie taki dzień ,że traficie na swoje połowki jabłuszka i juz bedzie teraz dobrze jest jak musicie sie liczyc z nikim ,idziecie kiedy i zkim chcecie,wracacie kiedy i z kim chcecie,nie musicie na plecach/często / targac tej drugiej do siebie,nikt Wam nie smęci,nie chrapie,niumyty do łóżeczka się nie wali,wstajecie piękne,wypoczęte i to jest źle?I to jest zycue na luzie,a potem to juz tylko obowiazki,obowiazki .Korzystajcie póki serdecznie i zycze oczywiście kazdej i kazdemu z Was partnera,ale nie na siłę,nie bo są walentynki,nie bo koleżanka ma widocznie ,jeszcze nie wasza dobrze,przyjdzie czas i wszystko sie cieplutko.:) "Najlepszy moment na wprowadzenie zmiannadszedł dziśa nie pierwszego stycznia" 13 Odpowiedź przez Markoss 2012-01-29 12:39:00 Markoss Net-facet Nieaktywny Zawód: Inżynier budowlany Zarejestrowany: 2011-04-27 Posty: 269 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Julia88 napisał/a:Witajcie:) mój problem jest pewnie dość powszechny, z tym, że ja już sobie nie daję rady...dopadają mnie już przeróżne myśli...zastanawiam się przede wszstkim, jak dziewczyna, której mówią, że jest ładna, inteligentna, miła, sympatyczna może być ciągle sama? Wiem, że jestem młoda, bo mam dopiero 22 lata, ale wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten . Najbardziej mi zaczyna doskierać ten problem właśnie teraz, gdy jest sesja, są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z kim. Walentynki pewnie będą wyglądały podobnie. Zastanawiam się, co ja takiego robię zle, że nie potrafię sobie ustabilizować życia uczuciowego, odkąd sięgam pamięcią? Może nie dojrzałam do związku?Ja tam nie widze problemu z ustabilizowaniem zycia uczuciowego. Masz je stabilne bo nic sie nie zmienia:). No oki a teraz na powaznie. Masz 22 lata. Fakt szukanie na siłe odstrasza potencjalnych kandydatów. Miałem kilka takich sytuacji w zyciu ze na drugim spotkaniu po kilku pocałunkach i miło spedzonych chwilach dziewczyna zaczynała mi dawac subtelne sugestie na temat tego ze byłbym dobrym kandydatem na jej chłopaka. Wtedy zawsze myślałem "cholera jakaś desperatka co na siłe chce ze mnie zrobic swojego faceta, nawet nie widziała mojego mieszkania widzielismy sie raptem 2 razy a ona juz rozmysla". Julia młoda damo:) jak dla mnie wszystko z Toba w jak najlepszym porzadku. Owszem mozesz sobie na siłe znaleźć faceta. Tylko pytanie co bedzie jak poźniej jak o on Cie zrani?? Po euforii i zauroczeniu przychodzi otrzeźwienie wtedy widać wady i zaczyna sie inny etap zwiazku. Lepiej poczekać. Co ma byc to bedzie. Piszesz o samotności?? A kto Ci kaze siedziec i rozmyslac o facetach. Jest tyle ciekawych rzeczy na swiecie i w zyciu do roboty i nie trzeba do tego drugiej osoby. Jeśli chcesz wchodzic w zwiazek byle zabic uczucie samotnosci to na dłuższą mete zawsze bedziesz cierpiec czy bedą w tym zobowiazania czy nie:) [nieregulaminowy link]/Moj blog dla ludzi z wyobraźnią 14 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-29 12:43:30 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: Samotność...już nie daję rady... Miałem kilka takich sytuacji w zyciu ze na drugim spotkaniu po kilku pocałunkach i miło spedzonych chwilach dziewczyna zaczynała mi dawac subtelne sugestie na temat tego ze byłbym dobrym kandydatem na jej chłopaka. Wtedy zawsze myślałem "cholera jakaś desperatka co na siłe chce ze mnie zrobic swojego faceta, nawet nie widziała mojego mieszkania widzielismy sie raptem 2 razy a ona juz rozmysla".Zapewne tobi to dlatego, ze sam sie o to prosisz. Jesli nie masz powaznych oczekiwan wobec dziewczyne to po jaka chol*ere ja calujesz? Blaznisz sie strasznie. 15 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-29 15:35:53 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Jest wiele plusow bycia singlem, ale jest tez wiele minusów. Fakt, nie potrzebuje faceta już i zaraz, żeby byc szczęsliwa. I nie pierwszego lepszego, żeby tylko wypełniał moją samotnośc. Chciałam tylko poszukac przyczyn, dla których nie moge znaleźc tego "odpowiedniego". Może jeszcze sie nie znalazl. A moze po prostu za bardzo chce przelac na kogos uczucia i faceci zwiewają. A może cos ze mna jest nie tak...ale watpie, żeby to ostatnie było przyczyną. Jak mozna zachwycac się czyjąs uroda, lubiec spedzac z kims czas, ale co do zwiazku z ta osobą to już nie za bardzo. Zastanawialam sie tez, czy nie wywyzszam sie za bardzo, albo nie sprawiam wrazenia jakiejs zarozumialej lub niedostepnej, chłodnej. Może mam jakąś skorupe, przez która faceci nie mają ochoty się przedzierac. Może wysyłam nieświadomie jakieś sygnały, przez które oni nie chcą sie bardziej zbliżac. Nie wiem... 16 Odpowiedź przez marilyn86 2012-01-29 20:49:45 marilyn86 Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-17 Posty: 83 Odp: Samotność...już nie daję rady...Ja mam 26 lat. Prawie dwa lata temu, na ostatnim roku studiów rozstałam się po 8 latach ze swoja pierwsza miloscia. Bardzo szybko weszlam w kolejny zwiazek, ktory dwa miesiace temu przeszedl do historii. Praktycznie pierwszy raz od 10 lat jestem sama...To dopiero doł:) Probuje sie przyzwyczaic:) W tej chwili wiem, ze nie bardzo bylabym w stanie wejsc w kolejny zwiazek, ale najgorzej jest gdy ogarnia mnie paniczny lek, ze nigdy nikogo nie znajde. Dostaje wrecz ataku histerii:)Naprawde!!!Rycze i rozpaczam:) Mam nadzieje, ze mi to w koncu przejdzie:) Tak jak wspomnialam wiem, ze po moich przejsciach nie moglabym z nikim teraz byc. Postanowilam ten czas wykorzystac na troche samorozwoju:)Nabrac smialosci, pewnosci siebie, nauczyc sie cieszyc drobnostkami, dniem dzisiejszym. Okazuje sie, ze do tej pory swoje szczescie uzaleznialam od obecnosci chlopaka w moim zyciu. Teraz bez nikogo w moich ramionach moge albo sie zalamac albo nauczyc sie szczesliwie zyc sama. To STRASZNIE trudne, ale wierze, ze w koncu mi sie uda. Probuje tez wyleczyc sie z tych atakow paniki:)Wiem, ze nie rozwiazuje Twojego problemu Julio, ale chcialam Cie swoim postem pocieszyc, ze inni maja gorzej:) Jestes mlodsza ode mnie, masz znajomych, z ktorymi czesto wychodzisz. Juz masz wielka szanse predzej czy pozniej kogos poznac. Ja tak bylam omotana obecnoscia zwlaszcza swojego pierwszego chlopaka, miloscia do niego, ze teraz nie mam praktycznie nikogo, prawie zadnych znajomych. Pozniej poznalam drugiego chlopaka i tez juz nikogo nie probowalam poznac. A jestem juz w takim wieku, ze sporo moich rowiesnikow ma juz rodziny, swoje sprawy. Naprawde tylko sie zalamac:)Ale musze myslec pozytywnie, bo co mi pozostalo:) Takze glowa do gory:) Na pewno spotkasz jeszcze swoja wielka milosc:) 17 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-30 01:31:27 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady...Julia a może Ty jesteś zimna jak głaz i faceci uciekają? Sprawiasz wrażenie osoby takiej Królowej Lodu? 18 Odpowiedź przez duromito 2012-01-30 03:15:46 duromito Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-21 Posty: 118 Odp: Samotność...już nie daję rady... A wiesz Suahili, że o tym samym pomyślałem. Julia88 jesteś młoda, ładna, inteligentna, miła i sympatyczna, a masz jakieś wady? Może problem jest w tym, że wydaje Ci się, że jesteś idealna i szukasz ideału, przez co stajesz się "niedostępna"? Może jak zwykle nie wychodzi, bo stawiasz facetom zbyt wysoko poprzeczkę, przez co wycofują się zanim zdążą się w ogóle w cokolwiek zaangażować? Julia88 napisał/a:Jest wiele plusow bycia singlem, ale jest tez wiele rację, ale nie do końca. Wiele osób nie widzi w ogóle plusów bycia singlem (może na początku ), ale też wiele osób nie widzi się w jakimkolwiek związku. Wszystko zależy od określonej osobowości i punktu widzenia. Julia88 napisał/a:Fakt, nie potrzebuje faceta już i zaraz, żeby byc najwyraźniej nie trapi problem ludzi samotnych pragnących miłości, ciepła i bliskości drugiej osoby. Co prawda w jednym (tylko) zdaniu piszesz tak:Julia88 napisał/a:?moze po prostu za bardzo chce przelac na kogos uczucia?Czyli jakieś uczucia posiadasz, ale za to w paru innych piszesz tak:Julia88 napisał/a:wszyscy znajomi wokół mnie kogoś mają, a ja wieczna singielka. Ciągle pytają, czy już z kimś się spotykam, albo jak tam ten, jak tam tamten .są ferie...wszyscy wyjeżdżają gdzieś w parach, a ja jak zwykle nie mam z pewnie będą wyglądały podobnie.?jeszcze jak mam tą świadomość, że np w ekipie moich znajomych jestem jedyną wrażenie, że Ty tylko w małym stopniu pragniesz być z kimś z potrzeby serca, a chcesz się tylko przypodobać otoczeniu. Nie chcesz "nie pasować" do swoich znajomych, chcesz mieć, z kim wyjechać na ferie, chcesz dostać pluszowego misia na walentynki i pozbyć się wreszcie świadomości, że jesteś inna, bo nikogo nie masz. Może to też jest powód, że faceci uciekają? Może wyczuwają, że nie traktujesz związków zbyt poważnie? Nie sposób nie zgodzić się z Iskrą1221, że być z kimś tylko, dlatego by nie odstawać od reszty to:Iskra1221 napisał/a:?zbyt malo, aby moc budowac szczesliwy jak:Julia88 napisał/a:Jak mozna zachwycac się czyjąs uroda, lubiec spedzac z kims czas, ale co do zwiazku z ta osobą to już nie za że można. Jeśli mam ładną koleżankę to, dlaczego mam jej tego nie powiedzieć, że taka właśnie jest? Czy to musi od razu oznaczać, że ją podrywam? A że lubię spędzać z nią czas, bo pasjonująco się nam rozmawia na różne tematy to też musi dla niej oznaczać, że planuję spędzić z nią resztę życia? 19 Odpowiedź przez Julia88 2012-01-30 10:11:03 Julia88 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-22 Posty: 75 Odp: Samotność...już nie daję rady...Kurcze DUROMITO rozbroiłeś mnie tym postem totalnie:D Nie zaprzeczam, że możesz niemieć racji, bo w końcu ja sama nie znam tej przyczyny...ale zgodzić się mogę chyba tylko z tym, że moge być zimna i niedostępna. I to tez niezawsze, bo zalezy od faceta. Jak mi się fajnie z nim gada, to śmieję się, jestem pogodna, otwarta, a jak jest np . jakiś bardzo przystojny albo strasznie wygadany, to wtedy się wstydzę i jestem taka trochę niedostępna. Tzn mogę sprawiać takie wrażenie:) tylko nie wiem za bardzo jak to zmienić...jestem jaka jestem...mój ojciec też był dla mnie zimny całe życie:) 20 Odpowiedź przez aga303 2012-01-30 10:57:18 aga303 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zawód: nauczycielka Zarejestrowany: 2009-12-22 Posty: 212 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie daje. Nie można kochać innych,nie kochając siebie.... 21 Odpowiedź przez krewzalewa 2012-01-30 11:37:41 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 marudzisz, a jak trafisz na jakiegoś nic nie wartego to będziesz miała tylko przykrości z tego i serio nie desperuj bo na serio trafisz. Żadnego z moich związków poprzednich jakby to każdy określił nie nazwę związkiem bo to były przelotne znajomości z dziewczynami, które nie wiadomo czego chciały. Jedyne co mi z tego przyszło w zeszłym roku to załamanie bo gdzieś tam sobie nawkręcałem, że się do niczego nie nadaję. W czerwcu 2011 podjąłem decyzję co dalej robić i ruszyłem do przodu. Ciesze się tylko, że z żadną do niczego nie doszło bo i tak bym sam został. Dlatego stwierdzam nie miałem dziewczyny nigdy to co było to było tylko branie i wykorzystywanie czyjejś dobroci. Dobrze tylko jak się od łóżka nie zaczyna to łatwiej napisał/a:Nie musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie napisał/a:To oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje widzę szczęśliwe pary to... nie jednak jakoś to na mnie nie robi wrażenia, swoją drogą lepiej widzieć szczęśliwe pary niż kłócące się "ciesz się że jesteś sam" zrozumiałem za 5 podejściem. Otóż lepiej być samemu i nie prosić się ból i problemy niepotrzebnie, jest 1000 innych fajnych rzeczy w życiu, którymi się można zająć. Jak skupisz się na tylko na szukaniu związku to znajdziesz kogoś kto Ci będzie ładnie kadził żeby zaliczyć jak mówiłem nie desperuj szukaj spokojnie kogoś wartościowego co myśli jak Ty. Jestem facetem 22 Odpowiedź przez aga303 2012-01-30 12:09:16 aga303 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zawód: nauczycielka Zarejestrowany: 2009-12-22 Posty: 212 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... Krewzalewa ja nie chodze po mieście z wypisanym na czole tesktem "desperacko kogoś szukam" chciałam tylko powiedzieć a właściwie napisać że wszystko zależy od osobowości i że głodnego nigdy nikt nie zrozumie. Co masz na myśli pisząc to: "Wiesz pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie było."Nie zrozumiałam każdy związek łączy się z bólem, a bycie samemu mnie nie rajcuje co nie oznacza że szukam wiem dlaczego jak ktoś na tym forum pisze że jest samotny bo nie jest w żadnym związku odrazu wszyscy wyrzucają mu że jest rozumiem takiego dziwne że komuś jest z tego powodu źle?Tak samo jak bez sensu jest przekonywanie takiej osoby że wygrała los na loteri bo jest sama i ma święty w związku nie oznacza odrazu gehenny. Nie można kochać innych,nie kochając siebie.... 23 Odpowiedź przez krewzalewa 2012-01-30 13:14:16 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 napisał/a:Krewzalewa ja nie chodze po mieście z wypisanym na czole tesktem "desperacko kogoś szukam"To dobrze zapobiegawczo napisałem nie gniewaj się po sobie wiem jak człowiek może desperować napisał/a:Co masz na myśli pisząc to: "Wiesz pewnie jak bym coś takiego od jakieś usłyszał to by mnie tu nie było."Nie zrozumiałam kogoś stać na takie wyznanie to znaczy, że dobrze myśli ja nigdy czegoś podobnego nie napisał/a:Nie każdy związek łączy się z bólem, a bycie samemu mnie nie rajcuje co nie oznacza że szukam dobrze tak trzymajaga303 napisał/a:Nie wiem dlaczego jak ktoś na tym forum pisze że jest samotny bo nie jest w żadnym związku odrazu wszyscy wyrzucają mu że jest tutaj już jest hehe, nie po prostu jak człowiek długo jest sam to zaczyna się dręczyć i czasem na siłę próbuje co nie znaczy, że Ty tak napisał/a:Nie rozumiem takiego dziwne że komuś jest z tego powodu źle?Nie dziwne normalne, sam miałem dość własnego życia. Jednak miałem dość meczenia się z nieodpowiednimi osobami co było gorsze niż ŹLE więc z dwojga złego bycie samemu napisał/a:Tak samo jak bez sensu jest przekonywanie takiej osoby że wygrała los na loteri bo jest sama i ma święty w związku nie oznacza odrazu przekonuje, po prostu lepiej się czymś zająć niż dręczyć, tylko co do tego przekonuję. Owszem też uważam, że bycie w związku to nie gehenna tylko obie strony muszą pasować do siebie i na pewno będzie spoko. Jestem facetem 24 Odpowiedź przez Suahili 2012-01-30 15:56:03 Suahili Net-facet Nieaktywny Zawód: miłosny Zarejestrowany: 2011-12-22 Posty: 338 Wiek: 23 Odp: Samotność...już nie daję rady... aga303 napisał/a:Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie jest piękne co napisałaś Krewzalewa pisze, że marudzisz ale w cale tak nie jest. Ja Cię doskonale co do Julii to jak czasem bywasz zimna to musisz to zmienić. Mnie zawsze odrzucało od takich zimnych babek 25 Odpowiedź przez ttangled 2012-01-30 16:34:53 ttangled Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-12 Posty: 6 Odp: Samotność...już nie daję rady...to moze się spotkamy, by nie czuc sie tak samotnie. ja ze sląska jestem;) 26 Odpowiedź przez kat14 2012-09-02 15:35:03 Ostatnio edytowany przez kat14 (2012-09-02 16:28:00) kat14 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-09-02 Posty: 3 Wiek: 26 Odp: Samotność...już nie daję rady... Suahili napisał/a:aga303 napisał/a:Wydaje mi się,że punkt widzenia zależy od punktu nigdy nie była w związku a bardzo tego pragnie nie zrozumie teorii "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz".Szczerze,to ja w tym momencie "kicham" na tzw. robienie co marcu skończe 24 lata a w związku byłam raptem 3 miesiące i przez ten czas byłam najszczęśliwsza i wiele bym dała żeby ten stan trwał musze robić co chce,nie chce wracać do domu o której chce...chce być dla kogoś najważniejsza, to że mogę robić co chce itd. za to że kocham i jestem wszystko zależy od charakteru osoby posiadającej dany ktoś pisze post dotyczący tego że jest cały czas sam a wszyscy wokół niego kogoś mają to moim zdaniem wcale nie oznacza że chce kogoś mieć bo inni oznacza, że jak widzi zakochane i szczęśliwe pary to jest mu źle bo on zakochany nie źle na to wszystko patrze,ale mi do szczęścia teraz potrzebna jest tylko może dopóki nie będę w związku to nigdy nie zrozumiem teorii "ciesz się że jesteś sama",tak samo jak osoba będąca w związku nigdy nie zrozumie osoby która jest sama a strasznie potrzebuje kuzynke,która 6 lat była w jednym związku...po tym czasie go skończyła i po 2 miesiącach poznała kogoś nowego i znów jest w związku i jest się mi dziwi że mi jest tak źle być zadam pytanie czy ona wogóle mnie rozumie?Bo wg. mnie ona nie wie co czuję ja i co czują inne osoby które są nigdy tego nie zrozumie. Julia88 pozostaje nam wierzyć bo szukanie na siłe chyba nic nie jest piękne co napisałaś Krewzalewa pisze, że marudzisz ale w cale tak nie jest. Ja Cię doskonale Cię rozumiem. Jakbym to ja pisała... Ja byłam w związku 2 razy, ale większość życia i tak jestem sama. Będąc z kimś nie zdążyłam się ani zmęczyć, znudzić, ani znużyć. Kochałam całym sercem, ale też nie zapominałam o sobie i swoich pasjach. Rady "ciesz się,że jesteś sama,możesz robić co chcesz" sa dobre dla kogoś, kto po długim czasie jest znowu sam. Wtedy rada "zajmij się sobą" ma jakiś sens. Jestem samodzielną kobietą, ale do szczęścia brakuje mi prawdziwej miłości. Nie interesują mnie związki na chwilę, ale tez nie wiążę się z kimś na siłę, tylko po to, żeby miec faceta. Mam przyjaciół, znajomych, ale 99% z nich to małżenstwa lub pary, ktore za chwilę zalegalizują swój związek. Cieszę się ich szczęściem, ale ta sytuacja sprawia, że czuję się jeszcze bardziej samotna. Mam dużo zajęć, jestem aktywna, ale nawet jeśli wychodzę gdzieś ze znajomymi, to otaczają mnie same pary. Nawet juz nie wiem, gdzie moglabym poznać kogoś osoba będąca w podobnej sytuacji może zrozumieć drugą osobę i tę ogromna pustkę, którą ma się w środku, samotność, która boli nie tylko psychicznie ale i jestem kochana czuję że mogłabym góry przenosić, żadne problemy nie sa mi straszne. Ale kiedy jestem sama, nie czuję w sobie tej siły. I to jest straszne. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Początkowo myślałam, że może po prostu nie radzę sobie w pracy, bo to nie jest "moje towarzystwo", nie moje "zainteresowania", i tak zmieniłam 3 razy pracę. W obecnej firmie pracuje od miesiąca, dziś mój Szef poinformował mnie, że nie jest zadowolony z mojej dotychczasowej pracy i że daje mi szansę na zmianę. Jedną i ostatnią.

Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Samotnik123321 - 29 Paź 2012 Może to nieodpowiednie forum na takie tematy, ale muszę to gdzies napisać bo nie wytrzymam. Otóż tak jak wcześniej pisałem ten rok szkolny miałbyć dla mnie męką i tak też jest. Mam w klasie "kolegę", który niesamowicie mi dokucza, zaczepia, popycha, a ja z reguły w kaszę napchać sobie nie daję, ale on jest wyższy i silniejszy ode mnie i cały czas o tym myślę, nie daje mi to spać, normalnie w zyciu fukncjonowac, ponieważ cały czas stresuję się kolejnym nadchodzącym dniem w szkole. W domu mam także problemy, jestem powaznie pokłócony z ojcem, nie rozmawiamy już od tygodnia, przez co w domu panuje okropna atmosfera co dodatkowo mnie dobija. Kolejną rzeczą jest nauka, z którą( co prawda mam całkiem niezłe oceny) ale nie daję już sobie rady, siedzę do późna, potem padam z nóg a i tak nie moge zaspać, bo stresuję się tym wszystkim. Moje otoczenie mnie wykańcza i mam już tego wszystkiego dość. Co mam zrobić, żeby zachciało mi się życ? Czuję się nikim i gorszym od wszystkich wokoło. Mam 15 lat. Proszę o rady. A i jeszcze mam kompleksy z powodu swojego wzrostu. Chodze do 3 gimnazjum a mam ledwo ponad 160 cm wzrostu. Jestem jedną z najniższych osób w klasie. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - masterblaster - 29 Paź 2012 Samotnik123321 napisał(a):bo stresuję się tym wszystkim. Moje otoczenie mnie wykańcza i mam już tego wszystkiego żeby nie wiem jak chciało to nie zmieści się w Twojej głowie, ale myśli o tym co otacza i przytłacza owszem. Otoczenie bywa niewygodne przez jakiś określony, ograniczony czas. Prawdziwa zmora to myślenie.. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Samotnik123321 - 29 Paź 2012 najlepiej nie mysleć o tym wszystkim, ale niestety trudno odizolować się myślami od czegoś co mnie otacza na co dzień, dzięki za miłe slowa Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Riverside - 30 Paź 2012 W mojej szkole był chłopak, któremu ciągle dokuczali. On jednak się tym nie przejmował, skupiał się na nauce, rozwoju pasji i zainteresowań. Był bardzo ambitny, imponował mi tym, że uczy się pomimo wyzwisk, ciagłego prześladowania. Rezultat? Obecnie ma najlepszą pracę z nas wszystkich ze szkoły, mnóstwo przyjaciół, znajomych. Doszedł już tam, gdzie inne osoby, które mu dokuczały, nie będą nigdy. Był tez drugi chłopak. Jego też się czepiali "koledzy". Nie był wcale głupszy od pierwszego, ale niestety, zbytnio przejmował się opinią innych. Nie brał pod uwagę, że szkoła to okres przejściowy, później zmieni otoczenie. Nie bedzie miał styczności z prześladowcami. Zbytnia wrażliwość, przejmowanie się opinią innych, doprowadziła go do depresji. Mógł iść na studia, zdobyć świetną pracę, a takze znajomych. Niestety, zdal sobie z tego sprawę dopiero w wieku 27 lat. Ten pierwszy pracuje teraz w znanej stacji tv jako reporter, ten drugi to ja. Szukam dopiero pierwszej pracy, nie mam praktycznie żadnego wykształcenia (poza ledwo zdobytą maturą) więc jest dosyć trudno. Zaczynam życie od nowa, ale straciłem wiele młodości. Myślę, że sam wyciagniesz wnioski z tych 2 historii. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Zasió - 30 Paź 2012 Och, jaka pyszna rada, wujku dobra rada! Ale wiesz, ze skupienie się na pasji, rozwoju zainteresowań itp. oraz olanie środowiska nie musi przynieść wcale pozytywnych efektów? Nie każdy jest pewnym siebie bucem jak większość dziennikarzy. Tłumienie emocji, brak reakcji, przeczekiwanie - mogą bardzo róznie wpłynąć na psychikę. A co jeśli ktoś będzie ambitny, skupi sie na nauce, tylko niespostrzeżenie cos sie w nim przekręci przez atmosferę i otoczenie? A co jeśli będzie liczył mimo wszystko, zę znajdzie przyjaciół w liceum, bo będzie pragnał ciągle stworzenia jakichś relacji z innymi, ale mu sie już nie uda, bo go atmosfera przygniecie i skrzywi? Wiesz jakie było dzieciństwo wielu forumowiczów? Owszem, nie wiemy jak wyglądało dotychczasowe życie autora (wielu fobików wcześniej zaczynało ) - czy też był samotnikiem, czy obecnie, jako "samotnik", ma mimo wszystko masę innych znajomych i jednego tylko prześladowcę... ale jak czytam coś takiego jak to, co napisałeś, to przed oczyma staje mi standardowy rodzic co to nie rozumie, ma w nosie i pierdzieli komunały w stylu "a jakie tam problemy, a nie przejmuj sie debilami, a skup sie na nauce, a gimnazjum zleci, a w liceum to kogoś poznasz, a oni są przecież głupsi". A potem ląduje się u psychologa i w aptece z receptą na SSRI. Wpisując się w konwencję - tak, dla mnie też życie miało być bajką jak sie skupie na nauce i ie będę ogladał na innych. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Riverside - 30 Paź 2012 Dziękuję, mój wielbicielu. Delektuj się nią do oporu bo to już ostatnia . Nie musi, ale moze. Na czym chłopak się ma skupiać? Na negatywnych myślach? Pisałem względem siebie, nie wiem co zrobi autor, to jego decyzja. Niczego nie narzucam. Myślę, że doświadczenie innej osoby, która przechodziła to samo moze pomóc. Skończ też ze stereotypami na temat różnych zawodów. Tego "buca" nie skomentuję. Myślisz, ze jak ktoś ma siłę przebicia większą od Ciebie to jest gorszy? Nie, jest mądrzejszy. No i przede wszystkim, nie jest tchórzem idącym na łatwiznę. Jak w pewnej piosence: "Bo tak łatwiej, tak łaaaatwiej" Pisałeś coś o tłumieniu emocji wcześniej. Popracuj nad tym. Przemyśl także czy ten temat ma na celu skompromitowanie mojej osoby, wyrzuceniu z siebie frustracji na kogoś, kto ma inne podejście od Ciebie, czy też pomoc jego autorowi. I nie mówię tęż, że ma zrezygnować całkowicie z przyjaciół. Chodziło mi o to, aby nie przejmował się osobami, które jego przyjaciółmi raczej nie zostaną. Kto zostanie jego przyjacielem, jeśli całkowicie się załamie, zamknie w sobie? Co do dziecinstwa, tu nie chodzi o ciągłe skupianie się na przeszłości, na traumatycznych wydarzeniach, ale na budowaniu przyszłości. Za 10 lat też będziesz pisał na forum swoje bolączki i czepiał się osób, które próbują pomóc? Ok. Ty pewnie tak, patrząc na Twoje podejście. Na resztę Twojego pseudo psychologicznego bełkotu i próby analiz odpisywać nie mam zamiaru. Najlepiej od razu zakładać najgorsze. Nic nie róbmy, nie walczmy, przejmujmy się wszystkim i wszystkimi. A potem wylewajmy swoje żale na forum. Skazujmy się na cierpienie jednocześnie nic nie robiąc aby to zmienić. A jak ktoś nam delikatnie cos zasugeruje to zadepczmy go jak mrówkę. A co. Mnie pokopali to i ja spróbuję pokopać innych. To takie przyjemne. Sprawia, że lepiej się czujemy ze sobą! Ja mam źle wiec niech i inni tak mają. Pisałeś, że moje posty Cię irytują. To widać . Zresztą, co do irytacji. Myślę, że wystarczająco już jesteś wkurzony własną osobą, własnym życiem, więc nie będę Ci jeszcze dokładał moimi postami, mimo tego, że byłoby czego . Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Luna - 30 Paź 2012 Z łaski swojej, dajcie sobie spokój z personalnymi wycieczkami, przezwiskami i przypuszczeniami, jak będzie wyglądała czyjaś przyszłość. Z góry dzięki. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - uno88 - 30 Paź 2012 Dla mnie z przejmowaniem się i wrażliwością jest tak samo jak z wiarą w Boga. Nie zależy to od nas zupełnie ,ale wydaje się ,że i owszem. Mam 24 lata i jak patrzę wstecz to do dziś żałuję bujek w których nie wziąłem udziału. Czy ktoś silny ,czy słaby, ludzie mają słabe punkty. Tym bardziej ,że to tylko jedna osoba ,a nie żadna zgraja. W rolę ofiary trzeba wejść ,aby nią zostać. Oczywiście nieświadomie ,ale jednak. Nie chodzi o odporność na zaczepki ,ale o odważne reakcje. O postawienie się z użyciem siły włącznie. Jak koleś ma za dużo teścia to je*bnij mu w jaja. Straszne jest to ,że rodzice potrafią wychować chłopaka w wierze ,że lepiej dać się upodlić ,niż komuś zrobić krzywdę. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Zasió - 30 Paź 2012 Luna - Zaraz tam wycieczki osobiste... Ze względu na treść rady Riverside, przypominającą mi jako żywo to, co opisałem, poczułem potrzebę by ją skomentować. Tyle. Nie zamierzam sie tu wdawać w pyskówki. Ale pozwolisz, że odpiszę ten jeden raz i wyjaśnię, o co mi chodziło... Riverside - śmiem twierdzić, że irytację i frustrację potwierdzoną zawrotną liczbą osobistych wycieczek 100x bardziej widać w tej chwili po tobie, niż po mnie. No tak, bo ośmieliłem się mieć jakieś zastrzeżenia... W przedmiocie mojej irytacji - akurat pisząc tego i poprzedniego posta zirytowany mogę być co najwyżej pewnymi problemami zdrowotnymi, ale na pewno nie FS ani swoim życiem. A jutro początek terapii, tra la la... Zielono mi Nie bierz mojej wypowiedzi tak bardzo do siebie (nie reaguj tak fobicznie ), chodziło o jej treść. No i, tak już na marginesie, nie wiem kto tu powinien się uczyć panowania nad emocjami i ich tłumienia. Na pewno nie tylko ja. Też bazuje tylko a swoich przemyśleniach. Oczywiście - chłopak nie ma się skupiać na negatywnych myślach. Serwujesz tu jednak historię o dwóch chłopakach, z których to jeden był ambitny i sie uczył - uczył się pilnie i w efekcie właściwie zrobił na złość prześladowcom! I teraz to ma forsę i pozycję, i ma satysfakcje, jak nerd z amerykańskiej komedii. Tylko ze ja przypuszczam, iz ten twój kolega albo miał bardzo silną osobowość, wiedział czego chce i był pewny siebie, albo jednak miał bardzo mocne oparcie w bliskich/rodzinie itp. Autor nie wygląda mi na taką osobę, wątpię, by tacy ludzie szukali pomocy na forach typu PhobiaSocialis, by kiedykolwiek tu zawędrowali - o ile nie będą o fobikach robić zewnego reportażu do Uwagi. Jak dla mnie z twojej wypowiedzi nie wynika tylko to, by autor wąkku spróbował się mimo wszystko uczyć - co jest oczywiste, trzeba sie starać nie zawalić wszystkiego - i bez względu an to, co sobie myślisz, też coś o tym wiem. Twoja wypowiedź IMHO ma inny wydźwięk - zamiast koncentrować się na tym, co złe, lepiej zignorować rzeczywistość, zapomnieć o niej, i "skupić się na nauce" Nie, tak naprawdę - uciec w nią. Ale ucieczką nie rozwiązuje się problemów - bez względu na to, czy będzie to ucieczka w alkohol, dragi czy pracę/naukę. Uciekajacy w naukę, budujacy na zdobywaniu piątek swój świat i rekompensujący tym sobie problemy z prześladowcami nie zajadą na tym IMHO na fotel prezesa. Jasne, mogę wyciągać za daleko idące wnioski i może to naprawdę chwilowy kryzys i załamanie, jakie miewa każdy w pracy i szkole (zatargi z tym i owym, czasowe nieporozumienia), chłopak generalnie jest pewny siebie, wie czego chce, ma cel, jakichś życzliwych ludzi w pobliżu... ale nie to, jak mi się zdaje, wynika z pierwszego posta. Świetnie pasuje tu post uno - zresztą, pamiętam szerszą dyskusję w tym tonie z jego udziałem. Takie "ucz się i nie zwracaj uwagi" - to bierna postawa. A ten problem, ze szkoła, trzeba jakość ugryźć. Albo przez wsparcie bliskich, pedagoga, i "podkablowanie" nauczycielom, albo - o czym pisze uno - jeśli to wykonalne, przez stanowcze postawienie się i szczanie na ocenę ze sprawowania. Tyle ona warta, co zeszłoroczny śnieg. Ty napisałeś tylko by zamiast patrzeć na prześladowcę, rozwijać swoje pasje. A ja napisałem, z jaką postawą mi sie to kojarzy. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Riverside - 30 Paź 2012 Masz całkowitą rację Zas. Ta osoba była bardzo silna psychicznie. Pamiętam, że zawsze na apelach w szkole był prowadzącym, czasami nawet coś zaśpiewał i nie było po nim widać żadnego spięcia. Cóż mogę powiedzieć, przepraszam Ciebie i autora tematu. Pisałem pod wpływem emocji, też fakt. Ech, kiedyś mi minie to przewrażliwienie . Ale jakąś odpowiedzialność za swoje czyny mieć powinienem, mimo wszystko. Z postem Uno też się zgadzam, częściowo, bo jednak nie przepadam za odpowiadaniem przemocą na przemoc. No ale, czasami trzeba się postawić Pozdrawiam szczerze i serdecznie, co złego to nie ja. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Samotnik123321 - 30 Paź 2012 Dzięki za rady Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Michał - 30 Paź 2012 Kto jest silny psychicznie. Co to jest siła psychiczna? Czy silny psychicznie jest ktoś kto przetrwał, przeżył (tak, jak potrafił) mimo przeciwności, których ktoś inny może by nie przetrwał, ale jednak odbiło się to na jego kondycji życiowej, że obecnie jest w dup*e? Czy silny psychicznie jest ktoś kto miał wsparcie w rodzinie i bez problemu nawet nie zastanawiał się nad jakimiś przykrościami? Ach zaprawdę powiadam Wam, nie wiadomo i nie damy rady tego ocenić się mi zdaje. (bo przecież ten, który był biorcą siły ją zgromadził, to trudno, żeby był słaby, prawda?) Mógłby ktoś porozmawiać z moją podświadomością, bo wszyscy z nią rozmawiają, ale ani ja tego nie potrafię, ani nikomu się jeszcze nie udało? To w kwestii wyjaśnienia, że nie warto się przejmować (i czym). Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - piotrus1989 - 14 Lis 2012 Wiem jedno ,rady tobie dać nie mogę bo nie chcę brać odpowiedzialności za te rady, jedynie podzielę się przemyśleniami . Co do kłopotliwego kolegi to polecam zwrócenie uwagi na Krav magę . Same ćwiczenia fizyczne dają dużo endorfin , przebywanie z ludźmi pewnymi siebie uczy nas przez obserwacje też pewności siebie . A myślę że te kroki mogą pomóc w nauce . Na końcu polecam udanie się do psychologa bo gdyby nie on to z moimi myślami samobójczymi nie pisałbym moich przemyśleń . Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Martwy - 12 Sty 2017 Mam nadzieję, że Twoje życie się zmieniło na lepsze. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Amcio - 13 Sty 2017 czym predzej zglos to wychowawcy, pedagogowi to da Ci spokoj pisze z doswiadczenia teraz zaluje ze tego nie zglosilem, silny psychicznie to ten ktory wytrzymuje cierpienie czyli 1 definicja Michala. Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - vesanya - 13 Sty 2017 Przypominam, że temat jest sprzed kilku lat Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - Amcio - 13 Sty 2017 hahhaha faktycznie xD Re: Nie daję sobie z tym wszystkim rady, pomóżcie - WinterWolf - 13 Sty 2017 Ale chciałeś pomóc, z resztą obecnie mam podobny problem z teoretycznym kolegą

Są jednak pewne sprawy, z którymi nikt sobie nie radzi. Oto kilka z nich. Kiedy po raz pierwszy zostajesz rodzicem, szybko zdajesz sobie sprawę, że na nowej drodze będzie wiele zakrętów. Istnieje w nas pewien paradoks. Nie chcemy robić sobie problemów, ale robimy. Nie chcemy cierpieć, ale doprowadzamy do cierpienia. Nie chcemy być samotni, ale pomimo starań kończymy samotnie. Nie chcemy kłócić się z nikim, a jednak znów pokłóciliśmy się, podnieśliśmy głos. Znów chcemy się za coś zabrać, ale znów odciągamy to w czasie. Sami sobie to robimy. Dlaczego? Czy taka jest już ludzka natura? Skąd to się bierze? Nie możemy po prostu założyć sobie, że coś będzie w nas tak, jak tego chcemy i kropka? Gdyby to było takie proste to nikt by nie miał ze sobą samym problemów. Musi być jakiś mechanizm, który to tworzy. Właściwie nie jeden. Opiszę je tutaj i będziemy mogli zastanowić się na tym, aby potem móc coś zmienić dla Ciebie. MECHANIZM PIERWSZY – TWOJA UWAGA CZYLI OBECNOŚĆ Jeśli zakładamy sobie, że będziemy postępowali w określony sposób, ponieważ to jest dla nas korzystne (np. być miłym dla kogoś, być zdyscyplinowanym, systematycznym, pomocnym czy otwartym) to trzymamy się tego przez jakiś czas. Jaki? Taki kiedy świadomie to kontrolujemy. Potem kiedy zdejmujemy uwagę z tego to od razu uruchamiają się wypracowane nawyki reagowania, które przejmują kontrolę. Bycie świadomym to klucz do nie tworzenia sobie problemów, które wynikają głównie z nieświadomych sposobów reagowania, tworzonych latami. Jeśli będziesz nadal myślał, odczuwał, decydował za ich namową to będzie dalej to samo. Jeśli nie będziesz uważny to będziesz nieświadomy, a potem nie będziesz rozumiał dlaczego znów zrobiłeś to samo. Jak będziesz nieobecny to znów podniesiesz głos bo tego jesteś nauczony. Znów pomyśli Ci się w ten sam sposób i znów pod wpływem emocji zachowasz się jak zawsze. Najgorsze jest to, że za każdym takim razem utrwalasz nawyk. Przerwij go już dzisiaj i stawaj się obecny, uważny i świadomy tego co robisz, co się z Tobą dzieje. PRZYKŁAD: Chcesz zmienić nawyk odżywiania. Masz plan. Masz wszystko. Trzymasz się jeden dzień, dwa, tydzień. Potem jest rodzinny zjazd albo impreza ze znajomymi. Zerwałeś z dietą i poszedłeś na całość i to jest ok, gdybyś następnego dnia lub parę dni potem znów wrócił do tego co dla Ciebie ważne. Pamiętasz o tym co masz zrobić, ale jakoś tak dajesz sobie jeszcze dzień odpustu. Potem już budzisz się za tydzień lub miesiąc. Przestałeś pilnować planu. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. MECHANIZM DRUGI – NAWYKI CZYLI WEWNĘTRZNY AUTOPILOT Kiedy tylko tracisz uwagę organizm musi zadbać o samego siebie i nie może liczyć na to, że Ty to zrobisz, tym bardziej przy Twojej nieobecności. Wyobraź sobie co by było, gdyby organizm był zdany tylko na Ciebie, Twoje decyzje i to co zrobisz. Pewnie domyślasz się do jakiej katastrofy byś doprowadził. Podejrzewam, że nie przeżył byś nawet jednego dnia gdybyś odpowiadał za wszelkie czynności fizjologiczne. Odruchy, nawyki, działania zautomatyzowane to jest coś co naprawdę zapewnia nam przetrwanie i to one mają pierwszeństwo w naszej codzienności. My to tylko pogłębiamy stając się coraz bardziej nieświadomymi konsumpcjonistami mediów, produktów, ruchów politycznych. Zasypiamy na własne życzenie, a kontrolę przejmują automatyczne odpowiedzi, myślenie i decydowanie. Życie w obecności umożliwia dostrzeganie tego co się z nami dzieje, ale to jest równoznaczne z jakimś rodzajem odpowiedzialności, a także lękiem, który za tą odpowiedzialnością idzie. To boli. To zwyczajnie boli kiedy robi się poważnie i opada motywacja do zmian i stajesz twarzą w twarz z nawykami, w stosunku do których możesz być bezradny – są tak silne. Dlatego to wymaga czasu i cierpliwości. Jeśli tego nie masz to się nie zmienisz. Musisz to w sobie wypracować jednocześnie, równolegle, inaczej będzie ciężko. Przygotuj się na walkę ze samym sobą, którą musisz nauczyć się odpuszczać i robić swoje. Nie walcz choć chce się walczyć. Bądź i wybieraj. Prawdziwe decyzje tworzą ulgę, a nie walkę, która jest kiedy czegoś chcesz i nie chcesz jednocześnie. Nawyki budują nasze życie, ale wcześniej budują Ciebie. Z jakich nawyków jesteś zbudowany? PRZYKŁAD: Chcesz wstawać rano. Jeden dzień wstajesz, jesteś zajarany. Patrzysz ile możesz zrobić rano dla siebie różnych rzeczy. Dzień jest taki długi przez to. Drugi też, trzeci tak samo. Na czwarty dzień czy np. piąty masz dylemat emocjonalny czy wstać czy nie. Odzywa się siła nawyku. Opadła euforia, która dawała motywację, a teraz obnażył się czysty, surowy i bezlitosny nawyk pragnący realizacji czy tego chcesz czy nie. Oczywiście ulegasz presji organizmu, który chce swoje i koniec. On nie odpuszcza. Nigdy. Nie poczekałeś chwili w rozluźnieniu, obecności, zacząłeś się od razu szarpać, zamiast przeczekać falę i nie walczyć. Uległeś. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. MECHANIZM TRZECI – TWOJA PAMIĘĆ Nie raz postanowiłeś sobie, że będziesz inny, zareagujesz już inaczej, przeczytasz tę książkę, obejrzysz ten program, będziesz zmieniał swoje nawyki, zrobisz wszystko żeby się zmienić na lepsze. Pamiętałeś o tym przez dzień, dwa, trzy, góra tydzień, a potem po prostu zapomniałeś. Obudziłeś się miesiąc potem i zdałeś sobie sprawę z tego co sobie założyłeś. Jak to się stało? Zadajesz sobie to pytanie w kółko mając dziurę w głowie. Nie wiesz. Po prostu wyleciało Ci to z głowy, a tak na prawdę nie wyleciało. Straciłeś uwagę. Najsilniejsze nawyki, sposoby myślenia i reagowania po schematach przejęły kontrolę. Dlatego znów stajesz na równe nogi i znów działasz uważnie. To naturalne. Będziesz przechodził takie cykle nie raz. Nie da się zmienić tego od tak, bo chcesz. To proces, musisz to przyjąć. Jednak w świecie „instant” oczekujesz od siebie efektów szybko, bo żyjesz szybko – dlatego tak nieświadomie. Zapomniałeś? Nic się nie dzieje. Wrzuć na luz i idź dalej. Będziesz pamiętał coraz częściej, aż będziesz tym żył, a wtedy zobaczysz, że nie umiesz bez tego żyć. Tak rozpoznasz, że masz już nowe nawyki. Twoja pamięć będzie lepsza. Będzie nowy program w autopilocie. Jeśli jesteś napięty w życiu, zestresowany, pełny żalu czy obaw o przyszłość to Twoja pamięć nie będzie działała tak jak Ty tego chcesz. Będzie działała jak organizm tego chce, a on chce pamiętać o zagrożeniach i dlatego rozmyśla Ci się w kółko o problemach. Musisz to zrozumieć. To nie jest żadna zła wola przeciw Tobie, ta zasada priorytetu, którą opracowałem: „Konflikt, problem, ból, ma zawsze pierwszeństwo przed tym co satysfakcjonujące.” Dlatego nie licz na to, że mając problemy będziesz pamiętał, o tym żeby sobie dobrze robić w życiu. PRZYKŁAD: Chcesz pamiętać o tym, żeby pracować nad sobą. Aby to robić musisz pamiętać o wykonywaniu ćwiczeń, zadań, treningów mentalnych albo pracy nad emocjami np. Metodą Ok, może tak być!©. Znów to samo. Jesteś zajarany parę dni, a potem pierwszeństwo mają wszystkie trudne sprawy emocjonalne i zapominasz. Zapisujesz to sobie nawet i co z tego? Możesz oklejać całe ściany przypomnieniami. Ustawiać w telefonie przypomnienia. Nic to nie da. Ciągle Twoja uwaga idzie na emocje w życiu. Nawet jak masz chwilę i możesz popracować to wolisz odpocząć bo w końcu masz chwilę jakiegoś rodzaju luzu. Chcesz to wykorzystać nasycić się, choć w głębi czujesz, że to ucieczka od tego co może zmienić Twoje życie. Zaczynasz mieć poczucie winy, że odpoczywasz, a powinieneś pracować nad sobą szczególnie teraz kiedy tego potrzebujesz. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. MECHANIZM CZWARTY – DYSTRAKTORY CZYLI BODŹCE Dystraktory to bodźce z zewnątrz, które zabierają uwagę i organizm musi wtedy zareagować tak jak jest nauczony. Jeśli ktoś podniesie na Ciebie głos to masz w nawyku kulić się, złościć się, albo milczeć – chcesz odejść. A jak chcesz zareagować naprawdę? Czego chcesz naprawdę? Jak chcesz reagować na te bodźce? Trzeba je zauważać. Są jak spusty w broni. Pojawiają się i odpala się schemat. Dlatego powinniśmy wykluczać z życia pewne miejsca, przedmioty, a szczególnie ludzi jeśli Ci ludzie pomimo naszych próśb nie zmieniają toksycznych zachowań. Te bodźce mogą nas bardzo spowolnić albo zatrzymać w zmianie. Im jest ich więcej, tym więcej w nas reakcji. Są ludzie, którzy to doskonale wiedzą i wykorzystują to przeciwko nam. Dokładnie wiedzą, że są dla nas takim bodźcem i nie pieprzą się w tańcu. Biorą co chcą. Odciskają na nas taką wolę jaką chcą, a potem nas pozostawiają do następnego razu. Unikajmy takich ludzi i bodźców jakie nam dają, albo skonfrontujmy się z tym. Nie pozwalajmy na to, Ty nie pozwalaj na to, aby one rządziły Tobą i Twoim życiem. Bądź świadomy co się z Tobą dzieje bo to klucz do rozwiązania tego. Obserwuj to, a potem wybieraj. Nie jesteś niewolnikiem. Jesteś wolnym człowiekiem i wybieraj wolność. Ona jest wtedy, kiedy dajesz sobie wybór, który daje Ci możliwość stanowienia o sobie odpowiedzialnie. Tak jak Ty chcesz. PRZYKŁAD: Chcesz porozmawiać z kimś o czymś ważnym. Nastawiasz się jaki będziesz, jak to zrobisz, tworzysz plan co chcesz powiedzieć i jak. Kiedy przychodzi co do czego, to nie jesteś sobą, znikasz w sobie, nie ma Cię, zachowujesz się jak robot, miota Tobą tylko emocja. Potem masz pretensje do siebie, że znów nie byłeś sobą. Nie byłeś w stanie oprzeć się. Od razu ogarnął Cię lęk i czułeś się zapewne jak małe dziecko. Bezradne. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. MECHANIZM PIĄTY- NIESPEŁNIONE POTRZEBY Jeśli nie uświadomisz sobie swoich potrzeb to nie będziesz wiedział czego chcesz ani jaki masz być. To jaki masz być będzie wynikało z tego jaki sposób wybierzesz na realizowanie swoich potrzeb. Ta droga zmusza nas do zajęcia stanowiska jacy właściwie jesteśmy. Jacy chcemy być. W jaki sposób mamy się przejawiać, aby osiągnąć to, co chcemy. Żeby najprościej określić jakie są Twoje potrzeby, których nie realizujesz to wypisz czego Ci brakuje w życiu. Jak już to wypiszesz to spójrz co się za tym kryje. Oto przykładowe kluczowe potrzeby: spokoju dumy samorealizacji bliskości zrozumienia miłości przynależności bezpieczeństwa zabawy uznania wsparcia sensu seksualne zdrowia połączenia z czymś duchowym / wyższym Jeśli Będziesz uważny na swoje potrzeby i dobrze określisz sposób na ich realizację to skonfrontujesz się ze swoimi lękami. To naturalne. Jakimi lękami? Takimi, że Twoja realizacja potrzeb jest zależna od innych ludzi, a trzeba się z nimi dogadać. A może ktoś nie będzie chciał Ci pomóc? I co? Zamkniesz się w sobie i nie będziesz mówił czego chcesz z obawy przed odrzuceniem, odmową czy nawet wyśmianiem? Proszę bardzo. To nie. I nie będziesz miał potrzeb zrealizowanych. Chyba, że coś zrobisz ze swoimi obawami i zaczniesz komunikować zdrowo czego chcesz i jak chcesz, a następnie zaczekasz czy ktoś Ci pomoże czy nie. Jak nie to szukasz takich osób, które Ci w tym pomogą. Kropka. PRZYKŁAD: Potrzebujesz czuć się kochany, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy. Masz pretensje do Twojej drugiej połówki, ponieważ czegoś Ci brakuje i szukasz w tej drugiej osobie, jej zachowaniu, sposobie mówienia, że czegoś nie masz. Druga osoba daje Ci miłość, ale sposób w jaki to robi nie jest takim sposobem jakiego Ty potrzebujesz. W kocu mówisz: „Nie kochasz mnie!” A druga osoba jest w szoku bo czuje, że kocha i to okazuje. Nie zdałeś sobie sprawy z tego czego Ci brakuje konkretnie i nie porozmawiałeś z drugą osobą jak i czego potrzebujesz. Ona nie miała szansy nawet Ci tego dać. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. MECHANIZM SZÓSTY – DEFICYTY Kiedy w okresie dzieciństwa nie dostałeś tego czego potrzebowałeś i w dorosłym życiu masz zakodowane lęki przed tym, że tego nigdy nie będziesz miał to zawsze będziesz czuł brak, pustkę, niemożność osiągnięcia czegoś, zrobienia czegoś, stania się kimś. Nigdy nie poczujesz się dość dobry, dość wystarczający nawet wtedy, kiedy logicznie sam możesz wskazać, że nie powinieneś mieć takiego stanu bo wszystko jest okej. A jednak. Deficyty będą niezaspokojoną studnią bez dna, w którą będziesz wrzucał tony rzeczy, a i tak będzie dalej pusto. Popatrz wyżej na potrzeby, a zrozumiesz jakich potrzeb nigdy nie miałeś od dziecka realizowanych. Dowiesz się za czym gonisz w dorosłym życiu, oraz jakie na to wybierasz sposoby. Właśnie jakie? PRZYKŁAD: Zrobiłeś coś bardzo dobrze, ale czujesz brak satysfakcji, nawet obawę, że to nigdy nie będzie takie jak powinno być i znalazłeś milion uzasadnień dlaczego. Ktoś kto się zna mówi Ci: „Świetna robota!”, a Ty nie wiesz czemu zamiast czuć dumę, czujesz jedynie wstyd, smutek, niewygodę lub złość. Myśli Ci się co on pieprzy! Przecież to wcale nie jest takie jak powinno być. Jesteś wiecznie niezaspokojony, a przez to smutny, albo ciągle poddenerwowany. Czegoś Ci brak w sobie, a jak w sobie to w innych. Stajesz się swoim wrogiem, a więc inni są Twoimi wrogami. Świat jest nie dość dobry, a więc życie nie jest dość dobre. Bezsens. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. MECHANIZM SIÓDMY – LĘK CZYLI KRÓL ROBIENIA PROBLEMÓW CHOĆ TEGO NIE CHCEMY Im bardziej zbliżasz się spokoju i życia bez problemów, tym bardziej obawiasz się tego co będzie dalej. Tracisz ważną część siebie, do której byłeś przyzwyczajony i czujesz bez tej części pustkę, która może przerażać, osłabiać, a w konsekwencji zmuszać nas do powrotu do tego co znane. Organizm jest bardzo wygodny. Wykorzystuje umocnione ścieżki reakcji i dlatego przygotuj się na to, że będzie milion razy chciał wracać na te same ścieżki dopóki nowe nie umocnią się tak silnie, aż staną się dominującymi. Zawsze chcemy wracać do tego co umiemy kontrolować, ponieważ brak kontroli to podświadoma obawa o brak przeżycia. Ten atawizm i wiele innych są bardzo mocnymi instynktownymi reakcjami fizjologicznymi. Trzeba mieć tego świadomość i umieć to dostrzec, zrozumieć, przeciwstawić się i wybrać inną reakcję. To będzie niewygodny proces nie ma się co oszukiwać. Jesteś na to gotowy? Czy widziałeś kiedyś, aby remont w domu był wygodny dla jego mieszkańców? No właśnie. Trzeba to przejść cierpliwie robiąc swoje, a przyjdzie taki moment kiedy odetchniesz z ulgą patrząc na siebie z wcześniej i stwierdzisz: „Warto było to przejść bo teraz jest o wiele lepiej.” To wymaga zdeterminowania. Tu potrzeba nieugiętości w trzymaniu się celu inaczej organizm bardzo łatwo zwiedzie Cię na manowce. Będzie Cię straszył. Powiedz mi czy jest sens coś zmieniać skoro nie musisz? Jasne, że nie. Tak działa organizm. Skoro nie musi nic zmieniać to nie będzie kropka. Dlatego musisz ciągle stawiać go w sytuacji, gdzie nie ma wyjścia, tworzyć takie wewnętrznie środowisko dla samego siebie. Takie dobre środowisko tworzą decyzje. Na całego. Całym sobą. Lęk tworzy nasze problemy najmocniej i kryje się pod każdym z tych powyższych punktów o mechanizmach. Zasila zarówno utratę obecności, wzmaga niekorzystne nawyki, wpływa na pamięć przez to, że przejmuje uwagę i skupiamy się na tym co nie trzeba. Jest obecny przy reakcjach na bodźce oraz kieruje sposobem w jaki będziesz realizował potrzeby. To proste. Jeśli boisz się to będziesz myślał głównie o tym czego się boisz. Opracowałem taką zasadę: „Im silniejsza skala emocji, im wyższe emocje, tym bardziej wierzymy, że to co mówią nasze myśli to prawda. Im niższa skala, tym bardziej poddajemy w wątpliwość realność myśli, ich zasadność.” Często widać jak po zastosowaniu Metody Ok, może tak być!© śmiejemy się z naszych lęków, a tak w nie wierzyliśmy. Byliśmy przekonani o ich prawdziwości. Warto pracować i uwalniać lęki. To lęk będzie najmocniejszym elementem, który przyczynia się do Tworzenia problemów w Twoim życiu choć ich nie chcesz. Nieznajomość prawa nie zwalania z odpowiedzialności i tak wygląda nasz świat. Możesz nie wiedzieć, że uciekając od wielu rzeczy tworzysz te rzeczy. Będziesz miał pretensje skąd to się bierze bo przecież starasz się być dobrym człowiekiem, ale co z tego? Jeśli kieruje Tobą lęk to możesz być pewny, że nie będziesz obecny i nie będziesz chciał być odpowiedzialny za swoje słowa, czyny, decyzje. Będziesz unikał tego czego się boisz, a unikając tego będziesz szedł prosto w paszczę tego. PRZYKŁADY: Boisz się, że znów podniesiesz głos bo masz taką tendencję w rozmowach, więc szybko dochodzi potem do kłótni bo już jesteś napięty. Czujesz w środku obawę, że to się może stać. Trzymasz się dzielnie, zaczynasz rozmowę, jesteś uważny, ale bodźce rozmówcy, temat rozmowy (np. drażliwy) zaczyna Cię pochłaniać, tracisz obecność zaczynasz widzieć, że tracisz nad sobą kontrolę, lęk rośnie, tracisz obecność, wybuchasz, krzyczysz. Potem masz pretensje, że nie dałeś rady. Dałbyś, jakbyś się nie bał, ponieważ lęk sprawił, że już miałeś emocji pod korek, apotem gdybyś nie miał reakcji lękowych związanych z rozmówcą i tematem rozmowy byłoby inaczej. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. Jest spokojnie nie ma problemów i kiedy tak jest za długo to coś nie gra. Zaczynasz się denerwować i nie wiesz czemu. Czy to nuda, czy jakiś bezsens, czy może brak przeżywania czegoś w życiu, jakaś potrzeba, która chce zostać spełniona, sam nie wiesz. Zaczynasz tracić spokój. Było dobrze, a chodzisz struty. Już nie skupiasz się na tym, że przecież jest dobrze. Czegoś Ci brakuje i zamiast to odkryć to zaczynasz mieć do siebie pretensje, że coś z Tobą nie tak. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. Jest spokojnie w związku, sielanka, dobrze, porozumienie, wspólne bycie. Nagle masz z czymś problem i nie mówisz z czym, nosisz to w sobie, udajesz, że jest w porządku. Z jednej strony chcesz sam sobie z tym poradzić, a z drugiej nakręca Cię to. Boisz się powiedzieć, wyrazić to. To może być pierdoła, ale rośnie do rozmiarów poważnego problemu. Dalej nie komunikujesz. Druga osoba widzi, że coś jest nie tak, ale idziesz w zaparte. W końcu narasta konflikt bo jesteście już oboje rozdrażnieni sytuacją. A co jak obie osoby tak mają? A jak nazbiera się szereg takich rzeczy? W końcu wybucha, a było tak dobrze. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. Masz pracę. Dobrą pracę. Poszły wieści, że redukcja stanowisk. Zaczyna myśleć Ci się o tym. Nakręca się spirala obaw. Szukasz potwierdzenia. Wiesz, że nawet jak zapytasz to i tak Ci nie powiedzą prawdy. Zaczynasz być nieobecny, popełniasz błędy, opuszczasz się, męczysz się, stajesz się apatyczny, toczysz walkę, wypalasz się, zmuszasz do pracy. A może to mnie zaraz zwolnią? No tak na pewno mnie! Zapominasz już o tym przez co się zaczęło bo teraz już masz problem ze samym sobą. Jesteś znerwicowany. Do tego dochodzą problemy w domu, z dziećmi. itp. Dostajesz upomnienie od szefa czy kierownika działu, lidera, że nawalasz i nie jesteś wydajny. Nic się nie zmienia bo nie uwalniasz lęków nie wiesz jak, potrzebujesz pomocy, ale nie jesteś dość świadomy siebie. Zostajesz wyrzucony z pracy. Nie chcesz mieć problemu ze sobą, ani innymi, ale jakoś tak wyszło, a prawda jest taka, że nie skupiasz się na tym co trzeba. WNIOSKI Jesteśmy zbudowani z tego co świadome oraz tego co nieświadome i pragnie się realizować wtedy, kiedy tylko nasza świadomość odłącza się od tego co jest tu i teraz. Nie my sobie chcemy dostarczać problemów, ale mechanizmy w nas tak pracują, że w konsekwencji tworzymy je. Zatem problem sam w sobie jest momentem walki wewnętrznej, która została urzeczywistniona na zewnątrz. Jakbyśmy nie mieli tej walki to na zewnątrz bylibyśmy spokojni, a więc byłaby inna komunikacja, inne słownictwo, inny ton, inna mowa ciała i finalnie inna zachowania. Potem inne decyzje, inne postępowania z rzeczywistością. Inna zachowania w stosunku do samego siebie. My nie tworzymy sobie problemów specjalnie i nie robi też tego organizm. Nie czycha na Ciebie, aby mieć kolejny trudny moment. Problem to suma sprzecznych ze sobą wielu mechanizmów w nas. Organizm zawsze chce dla siebie dobrze, ale dla siebie to nie znaczy, dla świadomego Ciebie! Problem ze sobą to nic innego jak istniejąca sprzeczność pomiędzy tym czego chcesz świadomie i logicznie, a tym czego chce nieświadomy zbiór odruchów organizmu. Ty swoje, a on swoje. Potrzebujesz zrozumieć naturę odruchów, nawyków, podświadomych dążeń lękowych, aby zmienić swoją sytuacją. Możesz żyć jakby życie było ciekawym doświadczeniem, albo polem bitwy, a Ty sam będziesz wciąż w gotowości do walki. Z jednej strony chcemy czuć się bezpiecznie, radośnie, aby się działo, aby było miło, aby siebie spełniać, aby inni nas rozumieli i ułatwiali nam życie, ale z drugiej strony tak samo inni chcą tego samego choć drogi do tego są różne – te drogi nie zgadają się ze sobą. Dlatego powstają konflikty między ludźmi. Wszyscy chcą tego samego, ale nie wszyscy chcą tych samych dróg do tego. Potrzebujemy być obecni, dać sobie czas, być wytrwali, rozumieć siebie samych, postępować zgodnie z tym, jakimi chcemy się stać ludźmi. Mamy głównie robiąc różne rzeczy w życiu myśleć przez pryzmat: JAKIM JA CHCĘ BYĆ CZŁOWIEKIEM W TEJ CHWILI TU I TERAZ ROBIĄC TO CO ROBIĘ? W ten sposób unikniesz wielu problemów bo synchronizujesz wszystko, widzisz co się z Tobą dzieje i możesz w pokorze wybierać właściwie. Pozwolisz odejść temu co automatycznie i bardzo uważnie wybierzesz to co korzystne, a następnie będziesz to powtarzał tyle razy, aż stanie się automatyczne. Umiesz to zrobić. Masz to w genach to Twoja naturalna zdolność. Pamiętaj tylko, że organizm będzie co chwile chciał robić to co już umie i wie. Bądź świadomy i wybieraj. Nie Twoja wina czego jest nauczony Twój organizm, ale Twoja wina jak nic z tym nie robisz. Choć z drugiej strony nie Twoja wina, że nie wiesz co z tym zrobić, ale Twoja wina, że nic nie robisz, żeby się dowiedzieć. Zobacz gdzie nie usiądziesz tam odpowiedzialność za siebie ojeju… Wspieram Łukasz Ps. Napisz do mnie jeśli chcesz skutecznej pomocy w swoich problemach! Kliknij TUTAJ Anhedonia sama w sobie poważnie obniża komfort życia, rzadko też występuje samodzielnie – z reguły bywa objawem poważniejszych problemów, z którymi zmaga się człowiek. Często nawet mogą to być problemy nieuświadomione – nadal jednak silnie rzutują one na życie. "Jesteśmy tu dziś z solidarności dla telewizji Trwam" - powiedział Duda. Przypomniał, że jednym z postulatów sierpnia 1980 r. był dostęp do wolnych mediów. "Nie pozwolimy na to, by ktoś mówił, że postulaty sierpnia'80 to relikt przeszłości. Te postulaty będziemy realizować" - zapowiedział. Podkreślił, że do realizacji są jeszcze inne postulaty Solidarności. Przypomniał, że związkowcy zebrali ponad 2 mln podpisów o referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. "Ale rządzący mówią: nie, nie będziemy z wami rozmawiać. Ale my nie odpuszczamy, złożyliśmy skargę do Trybunału Konstytucyjnego i mamy nadzieję, że po zmianie władzy ta ustawa trafi tam, gdzie jej miejsce, czyli do kosza" - mówił Duda. Jak podkreślił, kolejna sprawa to umowy śmieciowe, co w szczególności dotyczy młodych ludzi, którzy pracują, nie odkładając składek na emeryturę. "Jesteśmy po to, by wstawić się za tymi ludźmi, którzy pracują, ale są ludźmi ubogimi" - mówił. Przypomniał, że Solidarność zebrała podpisy pod projektem ustawy o podwyższeniu płacy minimalnej, ale leży on w Sejmie i nic się z nim nie dzieje. "Dlatego czas na zmiany" - przekonywał. "Od lat mówią nam, że trzeba zaciskać pasa, ale my mamy dość zaciskania pasa! A mówią to ekonomiści, którzy mają pełne portfele. (...) Dlatego jesteśmy tu dzisiaj, by walczyć o wszystkich, którzy nie potrafią dąć sobie rady w życiu. (...) To jest kolejny etap związku zawodowego Solidarność w tej ciężkiej walce. Ja wiem, że przed nami ciężka droga, ale my to wyzwanie podejmujemy" - zaznaczył Duda. "Żyjemy w kraju, w którym musimy walczyć o miejsce dla krzyża w miejscu publicznym, w którym ludzi Solidarności nie wpuszcza się do Sejmu i Senatu, a nie wpuszczają ci, którym Solidarność utorowała tam drogę" - mówił. Dodał, że obecna władza powinna jak najszybciej odejść, bo rząd Donalda Tuska jest przeciwko społeczeństwu. "Solidarność to nie jest związek lewicowy ani prawicowy, jest to związek chrześcijańsko-pracowniczy. Nie będziemy wasalem żadnej partii, ale będziemy współpracować dla dobra Polski" - zapowiedział.(PAP) akw/ jra/ W życiu mamy dwa przeciwstawne sposoby myślenia i działania. Pierwszy zabija, drugi daje życie. Fot. Radu Florin / unsplash.com. W życiu mamy dwa przeciwstawne sposoby myślenia i działania: kalkulacja i sprzedaż oraz rozrzutna miłość i służba. Pierwszy sposób zabija, drugi – Boży – daje życie. Chyba złapala "złota rybkę" albo rekina i ją zjadł Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. No to mamy rybaczkę ,1 sza kobieta co wciąga ja wędkowanie chm dobre to ;) ;) ;) :D Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. czesc. wybieram sie dzis do urzedu pracy. moze oni mi cos znajda, bo samemu tu u nas w pile masakra, tymbardziej, ze padl winkowski-1000 osob na bruk. a prace znalezc musze bo chce. tak jak wczesniej wam pisalam-taka decyzje podjelam i tego sie trzymac bede. niech zarobie 1000 zl ale bede miedzy ludzmi i nie bede myslec o pierdolach w wolnych chwilach. lece sie szykowac. pozniej z malym na opatrunek kolejny zebodolu. caluski dla was:) ....a jutro raniutko na ryby Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Tak ,kobieta wyzwolona-to nowy model w tym świecie,a też pozytywny charakter tego przedsięwzięcia,dla wielu panów model "pani domu" lub "kury domowej" jest wygodny a także wykorzystywany do manipulowania w trakcie swojego uzależnienia od picia alkoholu i nie służąca na mi się to,że kobiety zaczynają dbać o siebie ,o swoje wartości i prawa,starają się być nie zależne finansowo i w życiu. Praca ,ruch w otoczeniu,obycie na zewnątrz powoduje ,że model kobiety tzw: sprzątaczki,kucharki itd: z lat 50 -tych zaczyna zanikać. Model "Pan i władca" zaczyna być maluśki i na pewno wielu facetów nie potrafi tego osobiście to nie przeszkadza,że kobiety stają się wyzwolone i partnerski,czy małżeński nie powinien być w stylu życze Ci ,abyś znalazła pracę-bo to umacnia pozycje kobiety. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. I jak mało panów z takim modelem chce się pogodzić..odbywa się to z pewnym ograniczeniem bo zęsto chcą żeby parcowały zarobkowo, wychowywały dzieci, w domu po pracy gospodynie a panowie?? No cóź...wrócili z pracy i są zmęczeni ;) Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Czesc. dzisiaj, kiedy tak siezialam sobie na rybkach wyswietlalam sobie w glowie filmy. rozne filmy z przeszlosci. musze to powiedziec teraz, za swiezego, by nie zakopac prawdy znowu gdzies gleboko. dzis uswiadomilam sobie, przypomnialam sobie, ze od poczatku wiedzialam, ze moj maz ma problem z alkoholem. patrzac na wszystko z perspektywy czasu teraz wiem, ze czasami kiedys na niego winy, ze mnie oszukal itd bylo tylko moja proba usprawiedliwienia samej siebie, ucieczka od odpowiedzialnosci. wiedzialam, i myslalam, ze milosc moja do niego i jego do mnie uchroni go. myslalam, ze zbawie swiat. wierylam, ze zbawie swiat.... teraz wiem, ze bylo to bledne myslenie i oszukiwanie samej siebie. fakt, wiem, ze nasza milosc przyczynila sie do jego trzezwienia, ale nie w tym kontekscie i przekonaniu jakie mialam kiedys. swiadomie wyszlam za maz za mojego meza chorego na alkoholizm, czego nie zaluje:). zaluje tylko, ze stal sie ofiara tej choroby jak wielu innych ludzi. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Błędne myślenie albo marzenie Pragniesz byc dobrą i taka jesteś :D oops: ;) Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. jestes cudowna szekla:) ale ja wcale nie jestem dobra kobieta. w sumie moze teraz od jakiegos czasu tak.... ale kiedys bylam bardzo zla kobieta. beti-bestia tak na mnie wolali taaa, ale taka bylam...kiedys.... ciesze sie ze zrozumialam, iz szukalam kozlow ofiarnych:) ukladam sie sama z soba i dobrze sie czuje:) Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. czesc. "ani rybow dzisiaj ani grzybow" -leje u nas jak z cebra. chyba wezme sie za porzadki w dokumentach. nie lubie tego i zabieram sie do tej roboty juz od miesiaca. ogolnie czuje sie dobrze. zauwazylam, ze zdystansowalam swoje emocje jako tako do moich rodzicow, a do tesciow zdystansowalam je bardzo bardzo. bo co to da, ze ja sie bede wkurzac i nakrecac-NIC. co u Ciebie Emilko. Mam jakies dziwne przeczucia, ze cos cie trapi. nie wiem. jakos tak odczuwam. obym sie mylila.... Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Mnie Bea trapi nadmiar myślenia i wiele, wiele rzeczy. Opisałam część tego w dziale na każdy temat. Więcej Ci odpiszę później. Teraz musze lecieć sprzątać Klub bo to mój dyżur. miłego dnia :D Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. No i wróciłam Zauważasz, że coś mnie trapi i masz rację. Jakaś seria zakłamań ludzkich mnie dopada i zaprząta mi to moje myśli, więc myśle jak tak można...udawać cierpiętnika i nie widzieć złych przywar u siebie. Otaczają mnie tacy ostatnio nagminnie i to całkiem blisko mnie. Jedna staje się bardzo psychiczna więc strach się poruszać. W Klubie chowają kawę i herbatę do magazynku więc zauważam brak zaufania. Rani mnie to bo nawet jak piłam to nie kradłam ale z drugiej strony twierdzę....nie sądź innych według siebie.....czyli jeśli nie ufasz bez powodu innym oznacza, że i Tobie nie można ufać. Ewidentnie nie jest to mój problem tylko zaprząta myśli pytaniami, czy ci ludzie sami siebie nie widzą? Czy oby na pewno trzeźwieją? Skąd ten brak wiary. nie przejmuj się jednak bo żyję, a że myślę....znaczy mam rozum Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. wiesz...ja mam ostatnio takie same mysli. mysle o moich tesciach, dokladnie tak samo-czy oni siebie nie widza, swojego postepowania, zaklamania, obludy, hipokryzji w stosunku do wszystkich? odpowiedz nasuwa mi sie zawsze ta sama - NIE WIDZA! uwazaja siebie za nie wiaomo kogo. u tesciowej mojej w jej omu rozinnym o gara nie bylo co wlozyc, u tescia lepiej ale cudow nie bylo. teraz, kiedy tesc dostal stanowisko-wcale nie wysokie, jeden z najznizszych szczebli, ale za "dobre pieniadze" -jakies 4 lata temu traktuja ludzi jak gowna. nie licza sie ze zdaniem innych, wyzej sraja niz du..pe maja, a tak naprawde nawet sie wyslowic nie potrafia. kpiny mojej tescioej, nasmiewanie sie, ze znowu tylu w lumpeksie szmaty przebieralo. 'az sie zygac chce'-powiada i wiele innych przykladow. klamia w zywe oczy, a slodko sie smieja. tesc szydzacy z tych ktorzy jezdza do lasu obrabiac drzewo na zime 'ja tam do lasu w zyciu nie pojade robic. kupilem sobie dab'-i wiele innych takich przyklaow. 'masz robic jak ja ci mowie-jestem twoimm ojcem gowniarzu'-tekst do mojego meza nie wazne gdzie jestesmy i z kim. kiedys pojechalismy z nimi nad jakby postawili nas przed faktem dokonanym. szlismy deptakiem swinoujscia i zatrzymalismy sie przy cos sie tam ludzi a tesc tak 'no wiecie! wy chcecie wydawac pieniadze na duperele! tu kredyt, tam kredyt, u nas mieszkacie. trzeba oszczedzac!. myslalam, ze sie ze wstydu spale, gdzie fakt,mamy dwa kredyty, ale jest z czego splacac, zyc tez mamy z czego. calkiem dobrze sobie drugi dzien wyjezdzalismy do domu. wiele bym mogla pisac, i pytam czy oni siebie nie widza. ludzie obcy ich sluchaja przytakuja, a potem nazywaja -nie mowia inaczej jak 'chamy i buraki'. oni siebie nie widza, dlatego olewam to od jakiegos czasu. moj maz po wczorajszej pewnej akcji powiedzial do mnie - 'wiesz. na wszystko w zyciu trzeba sobie zasluzyc. na starosc tez trzeba sobie zasluzyc'. zaklamania, obludy, dwulicowosci nie zmienisz, choc chcialoby sie. nie mysl tak bardzo o tym. zdystansuj. najwazniejsze, ze ty jestes w porzadku i w zgodzie z soba, a to, ze osadzaja-mierza swoja miarka tak jak powiedzialas, a to swiadczy tylko o nich. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. wiem, ze pisalam o innych sytuacjach, ale odp chyba jest jedna Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. no i nie mieszkamy u nich. polowa jest mojego meza (teraz tez moja), ale oni czuja sie jakby caly dom byl ich. ach...duzo by opowiadac... Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Sytuacje są inne ale sens ten sam. Wiesz im więcej czasu mija to przestaję żałować swojego picia a raczej odwracam myśli. Inaczej nie przepiłabym cieplej posadki w Elektrociepłowni ale też nie widziałabym ludzi a dokładniej jacy oni są, i jest dokładnie tak jak piszesz. Twoi Teściowie, nuworysze mają więcej kasy więc się mądrzą. Pracowałam na stacji paliw i człowiek, który tankował paliwo za 1000 zł był kulturalny i uprzejmy a ten co tankował za 20 zł gbur, cham....dlaczego?? Bo dorobił się autka, może malucha, i jest panem a pracownik stacji?? Prostakiem, który musi usługiwać. To samo w hipermarketach....trzeba tam pracować żeby widzieć ile ludzi, wielkich i dumnych żyje na kredyt. Wielki portfel a w nim karty, dużo kart, nieważne jakie ale ilość się liczy. Mogą mieć wartość muzealną, mogą to być karty na punkty ale to nieważne, ważny jest szpan. Z bardzo już odległych komunistycznych lat pamiętam jak kolega, który ściągnął z Podlasia swoją żonę i dwójkę malutkich dzieci do Warszawy i zamieszkał z nimi w hotelu robotniczym. Pokoik malutki, wspólna kuchnia, wspólna łazienka .....ale nie to mnie przeraziło, przeraziło mnie jego zachowanie w stosunku do innej koleżanki, która przyjechała ze wsi jak powiedział, że słoma jej jeszcze z butów wystaje. Nie muszę Ci opisywać chyba jak zareagowałam :?: Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. nie musisz. ja tesciom nic nie gadam, bo po co? nie ma sensu. kiedys przez nich plakalam, a teraz...patrze na nich z politowaniem. wczoraj tesc wyprosil z podworka kolegow mojego i patrzyli jak woskuje przy tym nie bylo-byl moj maz. tesc powiedzial-co to za zbiegowisko jakis byle jakisch dzieciarow. wypad'. moj syn nie skomentowal. maz mowil mi ze powiedzial do niego tylko pozniej 'nie przejmuj sie sie nie przejmuje'. po tej akcji moj maz powiedzial swojemu ojcu, ze naprawde nie myslal, ze jest taka swinia i cham. tesc sie oburzyl i odparl, ze dzieci z byle jakich rodzin nie beda mu tu przylazic. hhehh..normalne dzieci z normalnych rodzin. zalosne jest jego poczucie normalnosci. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. To dla Ciebie bardzo dobrze. Twój mąż trzeżwieje całą gębą. Eliminuje całkowicie wzory ze swojego dzieciństwa. Ja właśnie w takich przypadkach nie wiem co czuję dla tych ludzi......czy im współczuje zaślepienia czy nimi pogardzam. Wiem jedno na pewno....nie chcę mieć z nimi do czynienia Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. nie pogardzaj-to zle uczucie, a te potrafia sie rozplewic na przerozne inne. wspolczuj. takim ludziom trzeba wspolczuc. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Piła Pilskie Stowarzyszenie Klub Abstynenta „KOTWICA” 64-920 Piła ul. Kwiatowa 2 067 212 32 08 Podejrzałam gdzie mieszkasz i pomyślałam, że może spróbujecie Stowarzyszenia Rodzin Abstynenckich. Może być fajnie. Ja właśnie wybieram się w następny weekend na zlot Klonowego Liścia do Sierakowa. Podobno niesamowite wrażenie :D Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. lol: tam rozmawiamy o wszystkich problemach tez moj maz zaufal. to wlasciwie 2 takie osoby w trzezwieniu mojego meza. ja chodze na grupe i mam indywidualne. wszystko w jednej przychodni od leczenia uzaleznien w pile na wojska polskiego. lekarki sie znaja i potem miedzy soba konsultuja, wiedza jak z nami postepowac. fajna przychodnia, fajni terapeuci. jest tam taki pan sanitariusz-pracuje tam lata. opowiadal nam nie raz rozne historie. kiedy nas widzi razem ,albo osobno zawsze jeszcze z pol godziny gadania z nim. w ogole ich zdaniem powinnismy sobie pogratulowac staran i tego co we dwoje robimy. ponoc o nieczeste przypadki, ale ja tam nie wiem. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. dlaczego moj post ma niebieskie koleczko i gwiazdke? Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. strach....dzis zowu, wlasnie przed chwila zaczelam odczuwac ten strach, tak jak kiedys kiedy moj maz alkoholik pil...strach, ktory rozlewa sie po calym ciele i przychodza wtey te mysli....przyszedl nie wiadomo skad, nie wiadomo dlaczego....kiedy to sie skonczy? kiedy przestanie mnie nachodzic!? chyba oszaleje! mialam tak dobry nastroj a teraz az mi sie wyc chce! :cry: Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Beata co się z Tobą dzieje?? Przerażasz mnie. Mąż jest w domu??? Beata może to napięcie przedmiesiączkowe. Odezwij się. Proszęęęęęę Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. och emilko. ja sama bylam przerazona tym co sie stalo ze mna. ogarnialo mnie uczucie niepokoju, ale tak silne odczuwalam kiedy radek pil, chociaz...to dzisiejsze bylo razy 1000.... dopiero wrocilismy z tej budowy. jutro o piatej rano jedziemy na ryby:) jedzie tez radka kolega, ten ktory pomaga robic budowe. wiecie, ze moj maz zadnemu koledze nie pochwalil sie ze zona jezdzi na ryby. przemek mowi ;kurde radzio, co ty? wstydzisz sie? ja to ci zazdroszcze". moj maz zaproponowal wspolne lowienie. zobaczymy jak to bedzie:) Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Dobrze Bea że strachminął...tak mi się przynajmniej wydaje ?: Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. och.....co za dwa ni! non stop w biegu. nowa szkola syna-gimnazjum:) alez juz mam duzego mojego malego synka:) nieprzyjemna sprawa-uzeranie sie z serwisem NTT -czyli moj komputer na sie wszystkiego byle gwarancje ominac :evil: a reszte opowiem wszystko z samego rana moi kochani:) CALUJE WAS WSZYSTKICH:) I MOCNO SCISKAM!!! Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Bea nie martw się czasami ja też mam urwanie gwizdka ,doba za krótka,ale daje rady bo Pogoda Ducha jest najważniejsza i najważniejszy jest dzisiejszy dzień dla mnie ,dzisiaj jestem trzeżwy i to sprawia radość i daje Siłę do działąnia. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Czesc:) Ale ja sie wcale nie martwie:) byla zlosc na serwis, byla gonitwa, ale to dobrze!! bylam w ruchu. nie mialam czasu na glupie mysli. we wtorek bylam na grupie. pozniej mialam inywidualna. poruszlam temat mojej mamy na indywidulnej. pierwszy raz z kimkolwiek. godzine ryczalam. w ogole siedzialam u mojej terapeutki dwie godziny. w koncu sie przemoglam i zaczelam mowic o moich rodzicach. zaczelam od mamy. od jej traktowania mnie jak najgorsza men...de na ziemi. zrozumialam dlaczego tak jest, ale to dopiero poczatek. teraz musze sie z tym pogodzic. wrzucilam tu kiedys post historie z preszlosci. Norbi, Emilko stad trzeba go usunac chyba. ten post musi byc w dda. powoli dojrzewam by zaczac pisac historie z przeszlosci. ostatnio tez rozmawialam z moim mezem, kiedy wrocil ze swojej indywidualnej. zapytalam czy mu to wystarcza. odpowiedzial, ze narazie tak. ze teraz dopiero dowiaduje sie dlaczego tak sie z nim dzialo. poznaje mechanizmy dlaczego pil. powiedzial, ze musi to wszystko wiedziec, ale dodal tez, o czym nigdy ne pomyslalam "michu, przeciez ja mam autorytet. myslisz ze po co zaczalem go odwiedzac, rozmawiac. przeciez mam Antka." Pan Antek to mezczyzna ok 60. trzezwieje od 8 lat. dwa lata temu przez glupote na sylwestra posmakowal-pil 2 tyg i zakonczyl ten proces. przez cale swoje zycie nie mial nic-fach w reku i reke do swojego fachu, ale wszystko zzerala swoim piciu zapedzil sie tak dalece, ze podbieral ludziom pieniadze, zywnosc kiedy cos u nich robil(jest stolarzem). dla wiekszosci byl juz co z tego ze mial fach i byl w tym fenomenalny. powiedzial sobie dosc. bez prostu sam. po 4 latach trzezwiosci postawil dom. mieszka na naszej przeciwko nas-tak nieco po skosie. piekny dom, w domu wszystko w ma mnostwo. znowu jest szanowany. powiedzial ostatnio mojemu mezowi, ze wciaz jest mu wstyd przed niektorymi osobami, ale tych osob jest coraz juz mniej. powiedzial do meza "zobacz. mam prawie 56 gorzej niz moj ojciec przez te wode. zobacz w pare lat kiedy ja zostawilem postawilem dom, urzadzilem go wlasnymi rekami, wciaz chca mnie do pracy, znowu do mnie przychodza. zobacz co mialbym przez te wszystkie lata gdbm nie pil. moze mialbym zone i dzieci, ale jestem ale nie pije choc mnie szlag trafia". kiedy moj maz alko mi przytoczyl te rozmowe powiedzial " antek jest wielki, nie?" . mowie "no tak:)". hheh:) musze czekac na kolejne otwarcie sie mojego meza. ale juz sie tego nie wierce mu dziury w brzuchu. otwiera sie sam. kocham go bardzo. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.
Biznes potrzebuje też nowych pomysłów na to, jak się do tych wartości dokopać, skoro takie koncepcje jak etyka w biznesie czy biznes społecznie odpowiedzialny nie dały rady. Właśnie
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2015-11-15 01:47:25 Ostatnio edytowany przez lastdream (2015-11-15 01:53:36) lastdream Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-11-15 Posty: 31 Temat: Nie daje sobie rady psychiczniePostaram sie skrócić jak najbardziej sie da. A więc przeżyłam dwa poważne związki, w sumie mozna powiedziec ze jeden, ten który zakonczył sie miesiąc temu. Tylko ze ten pierwszy dał mi duzo do myslenia przestałam patrzec na ludzi tak samo moj były nr 1 skrzwydził mnie strasznie, mozna powiedziec znęcał sie psychicznie. Zmienił mnie. Stałam sie wrażliwsza, bardziej potrzebowałam miłości, ciezko mi było sie otworzyć na kogoś nowego w sensie chłopaka bo bałam sie, ze znowu zostane skrzywdzona. I tak o to potem pojawił sie eks nr 2. Wiadomo początki super pięknie, ponad rok związku bez powazniejszych kłotni czy zerwań. Raz zerwaliśmy w zimie bo cos mu brakowało, ale po kilku dniach pisał, chciał wrocić. Pomyslalam okej w sumie to było głupie. Potem sobie zyliśmy az w maju znowu jemu sie wypaliło. To było juz powazniejsze rozstanie, mimo ze mielismy jako taki kontakt. Mówił ze juz nigdy do mnie nie wróci, że to koniec na zawsze. A jednak po 1,5 miesiąca pojechalismy razem nad jezioro i wrocilismy do siebie. Potem były najcudowniejsze wakacje w moim zyciu, no ideał chłopaka zrozumiałam ze musiał sobie dużo przemyśleć. Wspomniał ze przez tą przerwe pisał z taka dziewczyna ale to tylko pisanie ze nawet sie nie spotkali (to była jego stara znajoma, moja w sumie też kiedys dobrze sie kolegowałyśmy), ze dla zabicia czasu, ze nic nie zaczyło, ze ma słaba figurę ze jest takim 'fejmem' - jego słowa. Myslalam dobra miał prawo, tylko poprosiłam zeby wiecej z nia nie pisał. No i było okej az do pażdziernika mniej wiecej. Przestało mu zależeć, duzo kłotni, nie odzywaliśmy sie do siebie po kilka dni tak bez powodu (gdzie w wakacje jak sie nie odzywał pol dnia juz mi pisał ze kochanie przepraszam jestem dzisiaj zajęty itp), widziałam ze jesteśmy na skraju. Było tak ze raz obiecywał ze bedzie lepiej nazajutrz znowu miał wszystko gdzieś. W końcu nie wytrzymałam powiedzialam ze czuje sie jak niepotrzebny ktoś w tym związku ze mam dość i ze to koniec, on na spokojnie ze tez o tym myslal i chcial sam ze mna zerwac nastepnego dnia.. Mysle ok. I tak minał miesiąc. Ale co jest najgorsze? Ze mnie rozrywa z bolu. Zaczal sie spotykać z tą laską co z nią pisał wtedy na wiosne, ogolnie powiedzielismy sobie ze zero kontaktu nie chcemy sie widzieć itp. I tak wlasnie bedac wczoraj w klubie widzialam go jak całuje sie z nią. Na moich oczach metr ode mnie, jakby nigdy tego nie robili, ani me ani be do mnie głupie hej, nic i ciagle razem papuszki nierozłączki, za rączke itp. I wtedy cos we mnie pękło. Bo to jeszcze niedawno ja byłam na jej miejscu, to mnie dotykal i przytulał, a teraz byłam powietrzem. Chociaz kolezanki mowiły mi ze cos chwile na mnie zerka, przyglada sie, ale to jak z nia tanczył jak dotykał rozyrwało mnie od srodka... nie wiem czy są parą. Ale nie umiem sobie z tym poradzic szczególnie ze to ta dziewczyna gdzie mówil na nia takie słowa. Czuje sie jak gówno za przeproszeniem. Nie mam motywacji do zycia, nie czuje potrzeby zeby wstac rano. Po prostu spełniły sie wszystkie moje koszmary. Skrzywdzil mnie, nie potrafie komukolwiek znowu zaufać, otworzyć serce, boje sie kolejnego związku ze znowu zostane zdeptana.. Jak żyć? Nie wiem co robić, na prawde go kochałam, starałam sie zawsze, bylam dla niego dobra a i tak to za mało.. Byliśmy razem 2,5 roku. A on tak szybko znalazł sobie nową.. Czuje jakby ciązyło nade mną jakieś fatum, nie moge byc dluzej szczesliwa bo zaraz wszystko sie psuje.. Dodam jeszcze ze ja byłam jego pierwszą pod kazdym względem (on w sumie był moim pierwszym w sprawach intymnych), a w tamtej przerwie wiosennej miał łozkową przygode z taka przypadkową dziewczyną, jednorazowy numerek, zabolało jak mi o tym powiedział ale potem zrozumiałam szczególnie ze mnie przytulał mowil ze jestem najwazniejsza osoba w jego zyciu, ze kocha mnie najbardziej na swiecie.. a za miesiąc zerwaliśmy (powiedział mi o tym dopiero 3 miesiące po tym jak do siebie wrocilismy). Jestem w rozsypce, dziewczyny pomozcie 2 Odpowiedź przez ahrozumiem@ 2015-11-15 01:53:05 ahrozumiem@ Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-09-13 Posty: 315 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieile on ma lat? 3 Odpowiedź przez 2015-11-15 01:54:03 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-11-15 Posty: 2 Odp: Nie daje sobie rady psychicznie szczerze ci powiem ze on się toba bawił odchodził wracał normalnie jak zabawkę;/ wspołczuje ci bo wiem co to znaczy kochać kogoś kto na to nie zasługuje sama jestem w tragicznym związku mój maż traktuje mnie jak powietrze jest tylko milutki jak ma ochotę na sex nic wiecej i przy tym nawet nie jest czuły wobec mnie ;/mamy razem córkę nie wspiera mnie od roku proszę go żebym mogła dorywczo choć pójsć do pracy lub nawet do szkoły nic zero reakcji ..dobrze zrobiłaś że się przełamałaś i skończyłaś ten toksyczny związek j tez muszę to zrobić moją pasją jest malowanie zazwyczaj maluje farbami lecz zdarza się ze również pastelami czy nawet same szkice ołówkiem kocham też jazdę konną oraz pływanie choć na poczatku nie wiem dlaczego nie mogłam się nauczyć pływać strasznie mi to pomału szło ale odkąd regularnie zaczełam ćwiczyc szybko się nauczyłam i teraz jest to dla mnie dziecinnie proste..aczkolwiek jak to kobieta kocham plotkować . 4 Odpowiedź przez lastdream 2015-11-15 01:55:32 lastdream Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-11-15 Posty: 31 Odp: Nie daje sobie rady psychiczniemamy prawie po 20 lat. Wiem ze to mało ale jednak jestem bardzo uczuciową osobą i nie umiem sie pogodzić ze ciagle przytrafia mi sie coś złego... Nie chce juz z nim byc zdałam sobie sprawe ze to juz nie jest ten sam chłopak którego tak kochałam, zmienił sie nie do poznania, jednak to nie zmienia faktu ze cierpie.. znowu 5 Odpowiedź przez lastdream 2015-11-15 01:58:51 lastdream Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-11-15 Posty: 31 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieJustyna wiem to, ale jak mielismy wracac jak byly jakies takie akcje to po prostu był taki kochany ze nie mogłam, tak sie starał a potem.. Wszystko sie rozsypało 6 Odpowiedź przez ahrozumiem@ 2015-11-15 01:59:53 ahrozumiem@ Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-09-13 Posty: 315 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieMnie zostawił po prawie 4 latach. Przez 3 miesiące jeszcze mamił , że wrócimy do siebie. Dwa razy poszliśmy do łóżka. Miałam myśli samobójcze, bo kochałam go najbardziej na świecie. Ból jest cały czas mimo , że minęło tyle czasu:/ łączę się z Tobą:/ a mam lat 24 7 Odpowiedź przez lastdream 2015-11-15 02:40:08 lastdream Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-11-15 Posty: 31 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieahrozumiem wspólczuje Ci... Ja wiem ze my juz nigdy nie bedziemy razem, boli, ale wiem ze to niemożliwe po tym wszystkim. Przykre ze osoby ktore jeszcze niedawo tyle znaczyły dla nas i odwrotnie traktują jak powietrze i potrafią tak łatwo wszystko obrócić. Ale karma wróci, wierze w to 8 Odpowiedź przez lastdream 2015-11-19 17:26:48 lastdream Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-11-15 Posty: 31 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieDowiedziałam się że się z nią spotyka i kręcą ze sobą... Nie sądziłam ze tak szybko znajdzie nową.. 9 Odpowiedź przez AnnaKrk 2015-11-19 22:25:55 AnnaKrk Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-11-08 Posty: 3 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieWiesz,jeżeli on się tak zachowuje-to przynajmniej masz jasną sytuację,że najwyższy czas skupić się na własnym zyciu i realizacji własnych marzeń,bo domyslam się,że za rok o tej porze chciałabyś widzieć siebie stabilną emocjonalnie,z nowymi przemyslanymi pasjami i wierzącą,że poukładanie swojego zycia zawodowego i osobistego jest możliwe Trzymam kciuki za Ciebie 10 Odpowiedź przez josz 2015-11-20 02:04:35 josz Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-12-14 Posty: 4,533 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieGdy on tak namiętnie całował tę dziewczynę stojąc tuż obok Ciebie, mogłaś radośnie przywitać się z nim i okazać lekkie zdumienie, dziwiąc się głośno, że jeszcze niedawno mówił, że ona ma taką kiepską figurę i w ogóle go nie pociąga, a mówią, że to kobieta zmienną jest, po czym życzyć im miłej zabawy ŻARTUJĘ, oczywiście, domyślam się, że czułaś się fatalnie i o to mu właśnie za kim płaczesz, przecież ten typ od dawna Cię lekceważył, zdradzał, a powyższym incydentem tylko udowodnił, że jest kompletnym dupkiem, niech teraz jego nowa panna zasmakuje tego go całkowicie, nie kontaktuj się z nim pod żadnym pozorem, nie odpowiadaj na jego ewentualne z rady AnnaKrk 11 Odpowiedź przez Ismena1976 2015-11-20 14:40:15 Ismena1976 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-03 Posty: 1,381 Odp: Nie daje sobie rady psychicznieWitam Cie pierwsze,nie masz czego zalowac-to w najwiekszym ,ze ten chlopak jest osoba,ktora bardzo szybko nudzi sie w zwiazku,jest niestabilny,kreci go wylacznie poczatek zwiazku-czyli ten tzw "high".Poza tym jest kompletnie niuczciwy,niegodny Cie i robilby to nadal ,gdybyscie nadal byli szczescie nie jestescie juz jak sie czujesz jest czyms zupelnie sie,tak jak wielu z sie przejsc przez ten okres "zaloby"jak najjkrocej i jak najmniej o tej tzw "zalobie "po zwiazku,spotkaj sie z sie jak najmniej analizowac jego osobe-jego poczynania,rozwazanie typu"co by bylo gdyby".Absolutnie nie proboj tez sie obwiniac-ze niby bylby inny jakbys robila tak ,a nie uwage musisz skupic na ten paskudny nastroj tak szybko nie sobie ,ze inni tez sie mysl na razie o nowym zwiazku-nie bylaby to przemyslana decyzja,a raczej akt sie,przejdz ten niefajny budowac siebie na nowo. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
.